#422 transkrypt – Co u mnie, a co u Apple słychać?
Możesz pobrać transkrypcję w formacie .PDF.
Partnerami tego podcastu są: iDream.pl — gdzie obecnie znajdziecie sporo wartych uwagi i czasu promocji — wiadomo, z okazji Black Week, oraz Pancernik.eu — gdzie bez względu na porę roku, dostajecie stałe 12% zniżki na cały koszyk z kodem „pancerneboczemunie”. Od nas, dla Was. Bo czemu nie?
Ten odcinek zawiera autopromocjkę.
[MUZYKA]
Tu Krzysztof Kołacz, a ty słuchasz właśnie podcastu, „Bo czemu nie?”. Usłyszysz w nim o technologiach, które nas otaczają i nas w tych technologiach zanurzonych. Sprawdzam, pytam i podpowiadam jak korzystać z nich tak, aby to one służyły nam, a nie my im.
Proszę, zostaw opinię na Apple Podcasts lub na Spotify. Twój głos ma znaczenie!
Zaczynamy.
[MUZYKA CICHNIE]
[KRZYSZTOF] Część Moi Drodzy! Postanowiłem nagrać tym razem nieco luźniejszy, bardziej osobisty odcinek, a przy okazji w ostatnich tygodniach pojawiło się kilka wartych omówienia informacji dotyczących Apple. Zatem tak zupełnie na luzie, dziś się nimi zajmę.
Zanim jednak zaczniemy przypomnę, że wszelkie linki do osób, rzeczy i innych spraw, które padną w tym odcinku znajdziecie w jego opisie i pod adresem boczemunie.pl/422/. Tam także namiary na mój newsletter okołotechnologiczny, który wysyłam w każdą sobotę o poranku. Sprawdź, może to coś dla Ciebie, a jeśli tak — zapisz się; zostawiając swój adres email. W zamian otrzymasz ponad 130-stronnicowego e-booka, który zaprzęgnie technologię do pracy dla Ciebie. I to z użyciem sprawdzonych na mnie samym ćwiczeń.
Zaczniemy od tego co u Apple, a potem przejdziemy do mnie.
Apple Sports dostępne w Polsce, a my już krytykujemy… Jak to jest, że najpierw narzekamy na brak usług Apple nad Wisłą, a kiedy się już pojawiają — na to, że się pojawiły, hm? O tym, że ta usługa prędzej czy później się pojawi pisałem już 2 marca zeszłego roku na łamach mojego newslettera – link do wydania w opisie odcinka.
Tak, w Apple Sports nie znajdziemy jeszcze rozgrywek polskich drużyn, tak jak w Apple Fitness+ nie znajdziemy języka polskiego, a jednak zgodnie wielu z nas twierdzi, że fajnie byłoby móc trenować z tą usługą w Polsce, prawda? Nawet po angielsku. I założę się, że jeśli ona się kiedyś w takiej formie pojawi, to pewnie będziemy narzekali, że nie ma polskiego… Musimy się serio Moi Drodzy zastanowić czego chcemy od Apple. Nie chwale tutaj obecnej formy Apple Sports, bo np nie mogę obserwować ulubionych kierowców F1 czy zespołów, ale nie mogą tego robić też koledzy z innych regionów UE, w której pojawiła się ostatnio ta aplikacja. Dla mnie to i tak ułatwienie, bo mogę pozbyć się kolejnej aplikacji Third-Party na rzecz systemowej usługi. Czy to zamykanie się w ekosystemie? Być może, ale dla mnie to też upraszczanie. Dodatkowo korzystając z funkcji Wydarzenia na żywo, w czasie rzeczywistym mam informacje bezpośrednio na ekran blokady iPhone’a i Apple Watcha.
Apple Sports obsługuje aktualnie między innymi Bundesligę, Liga Mistrzów (mężczyzn i kobiet), Europa League czy właśnie Formułę 1. Brakuje akcentów z Polski? Tak. Dla wielu osób bardzo. To jednak nie jest dla mnie powód, aby wchodzić na X czy inny portal i wyzywać tych, którzy po prostu śledzą inny sport, który akurat jest już dostępny w tej aplikacji. Serio, mocno mnie to dziwi, jak my się bardzo szybko polaryzujemy i zmieniamy własne zdanie, gdy tylko jakaś marka nie spełnia w 100% naszych oczekiwać. Tracimy czas i nerwy zamiast po prostu przejść obok tego obojętnie, skoro nie stanowi dla nas alternatywy czy rozwiązania.
Ostatnio ktoś na X zaproponował mi aplikację do śledzenia poziomu naładowania urządzeń w zasięgu sieci WiFi czy tam Bluetooth. I spoko, ale odpisałem szczerze, że ja akurat nie muszę widzieć na iOS ile mam baterii w MacBooku czy iPadzie, a wszystko co muszę realizuje dla mnie systemowy widżet, pokazując poziomy naładowania tego, co chcę. Podziękowałem za ciekawą rekomendację, a jednocześnie nie krytykowałem nikogo. Po prostu nie mam pojęcia dlaczego miałbym to robić. I co się okazało? Że parę osób napisało do mnie, że miło widzieć taką dyskusję na X. I wiecie co? Tak nie powinno być. Nie powinno nas dziwić to, że ktoś nie zwyzywa kogoś innego tylko dlatego, że nie chce lub nie podoba mu się coś, co tamta osoba poleca.
Zresztą podobnie było z iPhone Pocket.
Gdyby nie było na to klientów, Apple by ich nie produkowało. Szanujmy siebie nawzajem Moi Drodzy. To nie jest produkt dla mnie, ale kiedy czytam w polskiej bańce technologicznej posty i artykuły, w których używamy chyba wszystkich znanych nam inwektyw w kierunku tej czy innej marki — mam z tym problem. Dlaczego? Ponieważ wydaje mi się, że zapominamy o jednym: Za każdym produktem stoją ludzie, którzy nierzadko latami go projektowali i opracowywali. Ktoś powie — ale to jakaś dziwna skarpeta!? Nie ma to dla mnie, osobiście, znaczenie. Wiecie dlaczego? Bo talent tych osób wymaga zwykłego, ludzkiego szacunku.
Tak samo, jak każda praca, którą inni wykonują.
Apple romansowało z branżą modową od dekad. Apple Watch odniósł sukces nie tylko dlatego, jak działa w ekosystemie nadgryzionych urządzeń, ale także z uwagi na jego pozycjonowanie na rynku. To technologia łącząca codzienność, modę i indywidualny styl jego każdego użytkownika. Dla wielu to głupie paski wydawane co kwartał, zgodnie z trendami na rynku mody. Dla innych to Ich Rzecz, coś na co czekają. Każdy ma inaczej, ale właśnie Apple jest tą firmą, która łącząc humanistykę z technologią stanowi na tym rynku unikat.
Swoją drogą iPhone Pocket jest już nieosiągalny w sklepach. W Londynie wyprzedało się dla przykładu wszystko. Czy to oznacza, że Ci ludzie, którzy to kupili są niepoważni? Dla mnie nie, nawet jeśli uważam ten produkt za absurdalny. I nawet jeśli Ci się to nie podoba — szanuj innych. Tak naprawdę będzie nam w tej bańce technologicznej żyło się i przede wszystkim rozmawiało lepiej. Kupować nikt nikomu nic nie każe i kurcze, wydaje mi się to oczywiste. Serio.
Dobra, idźmy dalej, czyli krótko chcę się odnieść do doniesień na temat rzekomej, rychłej rezygnacji ze stanowiska Tima Cooka.
Czy Tim Cook odejdzie z Apple i to co w ogóle znaczy?
Zacznę od tego, że za tydzień ukaże się długi odcinek poświęcony Apple, jako spółce giełdowej i największej firmie świata. To będzie bardzo przekrojowa rozmowa, więc tam pojawi się także wiele wątków związanych z tym tematem, który teraz krótko poruszę. Już dziś Was zapraszam do odcinka 423.! Tim Cook pełni funkcję CEO od 2011 roku. Przez te 14 lat doprowadził Apple do rekordowych przychodów i pozycji na rynku. To trzeba mu oddać, bo z cyframi nikt jeszcze nie wygrał. Czy Cook ma charyzmę Jobsa? Nie. Nie miał i mięć nie będzie. Tak, jak nie będzie i nie ma co szukać drugiego Jobsa. Pogódźmy się w końcu z tym. Czy to oznacza, że w Apple nie ma innych charyzmatycznych, przyszłych przywódców? Oczywiście, że nie oznacza! Są albo się pojawią. Ja już serio mam powoli dość życia przeszłością w tym naszym, nadgryzionym wycinku technologicznej bańki. Apple w 2025 roku to nie Apple w 2015, ani w 2005 roku.
Od wielu miesięcy jednak słyszymy, że wewnątrz firmy rośnie nacisk na nową strategię – m.in. w obszarze sztucznej inteligencji i usług – co sprawia, że zmiana na stanowisku CEO może być postrzegana jako moment strategicznej transformacji. Zresztą ostanie dogadanie się Apple z Google, którego Gemini napędzi nową Siri to także ważny znak dla szerokiego rynku. Za tydzień więcej na ten temat. I teraz tak – przeciek o możliwym odejściu Tima Cooka był prawdopodobnie celowym „balonem próbnym” Apple, mającym sprawdzić reakcję rynku i inwestorów. Artykuł w Financial Times z udziałem czterech autorów wskazuje na skoordynowaną akcję zarządu, a niewielki spadek akcji Apple po przecieku sugeruje, że rynek jest na takie informacje przygotowany. To zwiększa prawdopodobieństwo oficjalnego ogłoszenia sukcesji CEO w pierwszej połowie 2026 roku.
To nie jest jakaś nowa praktyka, ale standard w przypadku graczy o takim kapitale i giełdowej wycenie, jaką ma dziś Apple. Jak na razie ten test można uznać za udany. Notowania akcji Apple (AAPL) w handlu przedsesyjnym spadły o mniej niż 1%, co mieści się w granicach normalnych wahań. Kto za Cooka? Dla mnie kandydat jest jeden, choć oczywiście mogę się pomylić, i jest nim John Ternus, wiceprezes Apple ds. inżynierii sprzętu, który – także wedle raportów – jest wewnętrznym faworytem na stanowisko następcy. Czy dowiemy się co dalej już w styczniu? Wg FT Apple nie spodziewa się ogłosić nowego CEO przed wynikami finansowymi za pierwszy kwartał 2026 roku (oba kwartały kalendarzowe kończą się w styczniu). Ale osobiście podchodzę do tych doniesień sceptycznie i raczej celuję w okolice konferencji WWDC 2026 w czerwcu przyszłego roku. Czy możliwe jest, że nic się za rok nie wydarzy? Oczywiście!
To, co jest jednak pewne już dziś to obecne promocje z okazji listopadowych wyprzedaży u wieloletniego partnera tego podcastu, czyli iDream.pl. Na moment nagrywania tego odcinka najciekawiej wyglądają:
AirPodsy Pro 2 za 899 zł — które nadal dla wielu osób są świetnym wyborem i po prostu lepiej leżą w uszach niż najnowsze modele Pro 3. generacji. Niestety, choć u mnie nie ma z tym problemu, sporo z Was pisze do mnie, że musiało zwrócić lub odsprzedać najnowszy model i wrócić do modelu 2. generacji, ponieważ ten właśnie lepiej im pasował. To pewny wybór i świetny prezent na święta na długie lata. Zresztą wiecie, jak uwielbiam AirPods Pro.
Podobnie dobrym wyborem na prezent (także dla młodszych członków rodziny i seniorów) może być Apple Watch SE — tak, najtańszy model jest dla większość wystarczający, zatem warto nadmienić, że na przecenach w iDream startuje on od 799 zł.
Mają także iPhone’a 16 za 3349 zł, aczkolwiek tutaj mocno zachęcam aby rozważyć dopłatę do bazowej 17tki, chyba, że stoicie przed wyborem iPhone 16e lub 16, a budżet jest mocno sztywny — wówczas można śmiało rozważyć 16tkę. Zresztą modele 15 także są przecenione.
Od 24 listopada załoga iDream przekazała mi, że planuje jeszcze więcej promocji na inne produkty, więc warto ich śledzić. A o tym, jak mądrze podjąć zakupowe decyzje na Black Week przeczytacie w ostatnim wydaniu newslettera „Bo czemu nie?” z 15 listopada — link w opisie.
I ostatni temat dot. Apple: Opłaciło się im ryzyko z własnym chipem WiFi Apple N1.
Raport oparty na danych od użytkowników „w terenie” pokazuje imponujący skok wydajności i to o 40% względem iPhone’a 16. Średnie prędkości pobierania i wysyłania na iPhone’ach z chipem N1 (iPhone 17, 17 Pro, iPhone Air) są o około 40% wyższe niż w modelach z serii iPhone 16 z ubiegłego roku. Apple N1 podobno radzi sobie też tam, gdzie inni tracą zasięg – zwłaszcza w większych budynkach i faktycznie mój iPhone 17 ma zasięg o piętro niżej niż miał model 16 Pro w tym samym budynku. Zasięg WiFi oczywiście. Mnie prywatnie cieszy, że Apple gdy już przechodzi na własne układy — to w 99% przypadków jako klienci niesamowicie na tym korzystamy.
Dobra, przechodzimy do mnie, ponieważ już od dłuższego czasu pytacie co tam u mnie prywatnie i nie tylko, więc stwierdziłem, że skoro to kogoś ciekawi — w sumie chętnie zdradzę cześć tematów zza kulis.
Zacznę od mojego, trwającego cyfrowego bankructwa, któremu więcej miejsca poświęcę w ostatnim wydaniu newslettera w tym miesiącu, 29 listopada. Generalnie sporo usług i aplikacji już wyciąłem, ale nie tylko o nie chodzi w tym, co nazywam cyfrowym bankructwem. Zresztą po Nowym Roku z paru miejsc również zniknę (spokojnie, podcasty i newsletter są niezagrożone), ale na więcej informacji przyjdzie czas. Głównie chodzi o głowę i zrobienie w niej zdecydowanie większej ilości miejsca, a to uzyskuję nie tylko poprzez usuwanie aplikacji, ale także spojrzenie na niemal wszystko czym się otaczam w życiu jakby z boku. Bo widzicie, bardzo często my niesamowicie szybko zapominamy o ty, jak łatwo gromadzi się rzeczy, kontakty, usługi czy nawet nawyki lub rutyny dookoła siebie. A potem zapominamy zadawać samym sobie jedno pytanie: Czy to nadal jest mi potrzebne lub czy to nadal jest Moje/Nasze? To pytanie potrafi zmienić niesamowicie dużo i zachęcam, aby zadawać je sobie właśnie pod koniec roku. I żeby się nie bać. Nie bać wycinać i usuwać tego, z czym już na serio niewiele mamy wspólnego. Choćbyśmy mieli przed rokiem całkiem sporo. Przez lata uczyłem się akceptować fakt, że to normalne. Bo zmieniamy się i tak samo zmienia się nasza perspektywa i priorytety w życiu.
I jasne, można machnąć ręką na cały temat i stwierdzić, że to mędrkowanie. Robiłem tak bardzo długo. Z perspektywy czasu na pewno mogę Wam powiedzieć jedno — nie warto. Tu nie zawsze chodzi o wielkie życiowe zmiany, ale już prawie zawsze o czujność. Taką pozytywną czujność względem siebie i otoczenia. Nie poprzez pryzmat strachu przed czymś, ale właśnie raczej troski o to, aby wieść swoje — a nie czyjeś — życie. Uważam, że w bańce technologicznej takie podejście się szalenie przydaje.
Drugi temat to kwestia podcastowych gadżetów, o które mnie prosicie już od dłuższego czasu. Projekty są w końcowej fazie. Nie wiem jeszcze gdzie będzie można kupić zarówno naklejki, jak i kubki, ale zrobię wszystko, aby dopiąć dla Was ten temat najszybciej, jak to możliwe. W sumie już dziś mogę Wam powiedzieć, że nie planuję żadnych radykalnych zmian w tym podcaście w najbliższym czasie. Chcę nadawać i pisać do Was właśnie tak, jak czuje to sercem. Mam to szczęście, że nadajemy na podobnych falach, a moi partnerzy doskonale to rozumieją. Pozostaje mi wykorzystać ten luksus do maksa, aby dać Wam wartość i fan – bo przecież także o niego w tym technologicznej zajawce chodzi, prawda?
Bardzo Wam dziękujemy wspólnie z załogą Pancernika za tak ciepłe przyjęcie odcinka 421. — widzę, że lubicie takie luźne rozmowy technologicznych nerdów, więc postaramy się, aby były regularne. Miło słyszeć i czytać w mailach od Was w każdym razie. Przypominam o stałej zniżce 12% na cały koszyk w sklepie Pancernik.eu — który jest partnerem tego podcastu — z kodem „pancerneboczemunie”.
Sporo też ostatnio, wraz z Żoną, wizytujemy Północne rejony świata. Głównie naszą ukochaną Skandynawię, co wiąże się z większym projektem, za który kciuki możecie trzymać już dziś, ale który na ten moment nadal chcę zachować dla siebie. Na pewno z każdą kolejną wizytą przywozimy stamtąd tonę spokoju, ale też wiele wyzwań, do których realizacji jednak nasza Północ zachęca nas ze zdwojoną mocą. Warto mieć taki drugi dom. Niekoniecznie musi być daleko. Miejsce, do którego lubi się wraca nawet wtedy, gdy wszyscy znajomi drapią się w głowę na widok Ciebie w śniegu po pachy, gdy oni są na drugim końcu ziemi na słonecznej plaży. Ważne, aby był Wasz.
Pisałem o tym na łamach newslettera, odpowiednie wydania podlinkuję Wam w opisie tego odcinka. W e-booku też o tym sporo jest. Chodzi o spójność. Waszą spójność. Koniec roku jest dla mnie okresem szczególnym. Dla nas jest. Rodzinnie. Mówiłem i pisałem o tym już wiele razy i nie chcę przekonywać Was do tego, aby dla Was także był. Natomiast na koniec, tak po ludzku, chcę zachęcić na pewno do tego, aby mieć jaki — swój/ Wasz — czas w ciągu tych następnych 365 dni, które przed nami. To nie są życzenia, raczej luźna myśl, bo w dzisiejszych czasach takich przystanków bardzo brakuje. Być może od technologii także przyda się chwila przerwy? Nie wiem. Jeśli to Twoja Sprawa – poświęć jej więcej uwagi. Po sobie wiem, że warto i często to najlepszy prezent, jaki można sobie dać.
Tyle na dziś. Taki właśnie luźniejszy odcinek. Prośba – jeśli jeszcze nie obserwuje na stałe tego podcastu, a jednocześnie go lubicie (bo dotrwaliście chociażby do tego momentu) – wciśnijcie odpowiedni przycisk Obserwuj w aplikacji, której go słuchacie lub dajcie suba na YouTubie. Dzięki temu nic Wam nie umknie, a nam pomaga to walczyć z algorytmami platform streamingowych.
[MUZYKA]
Raz jeszcze, na koniec, żeby nie umknęło. Przypominam, zostaw na Apple Podcasts lub na Spotify taką liczbę gwiazdek, jaką uznasz za stosowną.
Do usłyszenia w kolejnym odcinku, a za dziś bardzo dziękuję.
[MUZYKA CICHNIE – KONIEC ODCINKA]



































































