#330 transkrypt – 52Notatki, czyli Przemysław Gerschmann
Możesz pobrać transkrypcję w formacie .PDF.
Partnerem tego podcastu jest iMAD.pl – współpraca płatna.
[MUZYKA]
Tu Krzysztof Kołacz, a ty słuchasz właśnie podcastu, „Bo czemu nie?”. Usłyszysz w nim o technologiach, które nas otaczają i nas w tych technologiach zanurzonych. Sprawdzam, pytam i podpowiadam jak korzystać z nich tak, aby to one służyły nam, a nie my im.
W dzisiejszym odcinku o pisaniu, technologii i intencjonalnym życiu w jej otoczeniu rozmawiam z Przemysławem Gerschmannem, autorem newslettera 52Notatki.
Proszę, zostaw opinię na Apple Podcasts lub na Spotify. Twój głos ma znaczenie!
Zaczynamy.
[MUZYKA CICHNIE]
[KRZYSZTOF] Cześć i czołem moi drodzy, witam w kolejnym odcinku podcastu, a dzisiaj z wyjątkowym gościem mam przyjemność poprowadzić ten odcinek. Poprowadzić – celowo używam tego słowa – bo mam wrażenie, że nasze wspólne flow będzie na tyle dobre, że pozwoli nam właśnie wspólnie ten odcinek dowieźć do końca. A dlaczego jestem prawie tego pewien? Dlatego, że newsletter Przemka, 52Notatki, wiem, że część z Was na pewno kojarzy. Obok mojego zresztą też go wielokrotnie rekomendowałem. No i właśnie dzisiaj moim i Waszym gościem jest Przemysław Gerschmannem, autor tego newslettera. Od 14 lat osoba zawodowo i prywatnie związana z rynkiem kapitałowym. Pracowała w wielu międzynarodowych korporacjach i bankach. Prywatnie jest również inwestorem, promotorem edukacji finansowej, o czym dzisiaj będzie, absolwentem studiów finansowych i uczestnikiem kursów branżowych, a także pisarzem, wydawcą książek, które powstały ze zwykłego, mogłoby się wydawać, newslettera. O tym również dzisiaj pogadamy.
Cześć Przemek!
[PRZEMEK] Cześć, witaj. Dziękuję za zaproszenie.
[KRZYSZTOF] Przemek, słuchaj, chciałbym wyjść od tego, żebyś Przedstawił się moim Słuchaczom sam. Kim ty dzisiaj jesteś? Jak ty siebie definiujesz? Nagrywamy to 9 kwietnia 2024 roku.
[PRZEMEK] To przedstawienie, które zaprezentowałeś dość dobrze mnie odpisuje z jednym takim drobnym ale, że tak jak od 14 lat zawsze gdzieś pracowałem w finansach w różnych miejscach, tak teraz jak dotąd udaje mi się nie pracować nigdzie na etacie, jakby skupiam się tylko i wyłącznie na rozwoju newslettera, jak i swoich własnych pobocznych projektach.
[KRZYSZTOF] Super, czyli można powiedzieć, no właśnie, czy można powiedzieć, że czujesz się już wolny, że tak powiem, od etatu tak mentalnie?
[PRZEMEK] Z jednej strony tak, no bo faktycznie staram się wykorzystać ten okres, kiedy nie mam etatu, nie na to, żeby go szukać, tylko żeby do końca roku jakby skupić się tylko na jakichś swoich projektach, ale z drugiej strony ja też nie jestem w gronie tych przeciwników etatu. Ja nie uważam, że to jest jakiś kierat i zamykanie się w jakichś sztywnych ramach. Uważam, że tak, ma dużo pozytywnych plusów, jeśli można tak powiedzieć i na pewno nie jest tak, że skreślam powrót na etap do końca świata, ale zobaczymy, co się wydarzy.
[KRZYSZTOF] Takie podejście, które mi się kojarzy trochę z kierowcami Formuły 1, którzy ogłaszają zakończenie kariery, ale z zaznaczeniem, że jak się trafi odpowiednia okazja i okoliczności, to nigdy nie mówią nigdy. Podoba mi się. Takie otwarcie na świat.
Przemek, Twój newsletter czytam odkąd pamiętam tak właściwie i subskrybuję i bardzo Ci z tego miejsca za niego oczywiście chcę podziękować. To kawał dobrej roboty, zresztą to pokazuje sprzedaż jego w formie drukowanej, którą już chyba drugą edycję teraz robisz, więc na pewno te słowa są zasłużone, przynajmniej w mojej prywatnej ocenie. Natomiast w tym newsletterze poruszasz bardzo dużo kwestii, które gdzieś też rezonują z tematyką tego podcastu, właściwie od jego początku, od 2017 roku, bo mówisz o produktywności, mówisz o takim intencjonalnym wykorzystywaniu nie tylko technologii dookoła nas, która jest i pewnie jeszcze wiele lat będzie, ale również narzędzi, które intencjonalnie dobieramy sobie czy do pracy, czy do życia prywatnego. Czy ty od zawsze tak miałeś i w ogóle kiedy to się zaczęło, ta twoja przygoda z technologią? Że zwracałeś na te rzeczy uwagę, czy to się zmieniało z wiekiem u Ciebie?
[PRZEMEK] Zdecydowanie zmieniało to się z wiekiem i wręcz bym powiedział, że ostatnie lata dopiero przyniosły jakiś większy progres. Wcześniej byłem takim early adaptorem wszystkiego, co było rzucone w moim kierunku, co ja gdzieś tam znalazłem w internecie, jeśli chodzi o technologię, zarówno taką sprzętową, jak i online. I dopiero jakby w ostatnich latach, kiedy zacząłem wrzucać sobie rzeczy pod korek, jeśli chodzi o mój kalendarz, to zacząłem zwracać uwagę, jak dużo czasu tracę na jakichś pustych przebiegach polegających na szukaniu dziwnych rzeczy w internecie, klikaniu rzeczy w social media itd., więc zacząłem się przyglądać temu, dlaczego ja tak w ogóle robię, bo wiadomo, że można sobie nałożyć kaganiec i bardzo łatwo blokować wiele stron. Porobić po prostu takie sztywne ograniczenia dla samego siebie, ale też warto jest spojrzeć, dlaczego tak się w ogóle dzieje, gdzie jest ta psychologia. Im więcej zacząłem od tym czytać, szukać, sprawdzać i obserwować samego siebie, to jakby z tym większym zdziwieniem zauważyłem, jak wielki przemysł jest po drugiej stronie, który to nie jest tak, że ja jestem słaby jak każdy człowiek. Tylko po drugiej stronie są bardzo silne mechanizmy, które robią wszystko, żeby w pełni tą słabość zmaksymalizować i wyeksploatować, jeśli można tak powiedzieć.
[KRZYSZTOF] Zgadzam się, aczkolwiek bardzo w wielu przypadkach brakuje tego spojrzenia do źródła, pytania o źródło. Bardzo często, jak się wpisze w internet, jak być bardziej produktywnym lub bardziej skupionym, to tak naprawdę próbujemy często wybijać klina klinem, na zasadzie: OK, to może używasz złej aplikacji, spróbuj innej, to na pewno rozwiąże twój problem. Kurczę, tak się zastanawiam, czemu tak mało mówi się teraz o szukaniu tego pierwotnego powodu, a spróbujemy się zasypywać przytoczonymi klinami, nie próbując wybijać inne, co prowadzi do błędnego koła.
[PRZEMEK] Oczywiście, ja nawet kiedyś sformułowałem taką tezę, że to jest takie budowanie Frankensteina, że w pewnym momencie próbujemy mieć gigantyczny kombajn, który ma służyć do skoszenia malutkiego trawniczka, który mamy przed domem. Takim bezpośrednim przykładem jest windowsowski MS Word, który ma tysiące funkcji, z których używamy może 30, ale i tak one wszystkie nam się świecą przed oczami. I tak samo jest z naszymi systemami produktywności, że czasami wydaje mi się, że mamy je przeładowane różnymi kwerendami, programami, odsyłaczami i procedurami, a tak naprawdę chodzi o to, żeby usiąść przed komputerem i coś bardzo konkretnego zrobić. Więc to też nie o to chodzi, żeby wylewać dziecko z kąpielą, ale żeby potrafić się skupić na źródle, na tym, czego my potrzebujemy i dlaczego z jakiegoś powodu tego czegoś nie możemy zrobić, mimo że to jest w naszym zasięgu technologicznym i umysłowym.
[KRZYSZTOF] Nassim Taleb, pisarz, którego bardzo cenisz, ja zresztą również, powiedział kiedyś takie zdanie, że różnica między technologią a niewolnictwem polega w skrócie na tym, że niewolnicy są w pełni świadomi, że nie są wolni. I tak to się idealnie wpisuje, mam wrażenie, w technologię.
Obraz dzisiejszego świata, gdzie tak naprawdę z jednej strony mamy boom na AI. Próbujemy powoli uczyć się, mam wrażenie, życia, w którym oddajemy technologii rzeczy powtarzalne itd. Cała ta retoryka przynajmniej nam to mówi. A z drugiej strony jesteśmy trochę znudzeni. Od 5-6 lat słyszę dyskusję, że nawet iPhone’y są już tak mało innowacyjne, że ludzie nie widzą sensu ich zmieniania co roku. Zresztą tak jest, nawet z ekonomicznego punktu widzenia ma to sens. Natomiast w ogóle smartfony są nudne, kolejne produkty są nudne i tak się zastanawiam, czy czasem nie chodzi o to, że my po prostu ogólnie mamy już trochę przesyt tej retoryki, że jakby cały świat i jego działanie ma polegać na tym, żeby było coraz więcej gadżetów, tak w skrócie.
[PRZEMEK] To jest świetne porównanie to, co powiedziałeś z telefonami. Ja mam je rozszerzył o samochody i jakby producenci samochodów chyba tak samo jak smartfonów próbują stanąć na głowie i wymyślać jakieś nowe, fantastyczne rozwiązania, które niekoniecznie nami są ekologiczne, ani ekonomiczne, ani są do czegokolwiek przydatne. Wydaje mi się, że na koniec dnia chyba najważniejsze jest to, żeby mieć jakieś ciekawe miejsce, w którym możesz pojechać tym samochodem, a niekoniecznie mieć super, świetne funkcje i bariery, które możesz równie dobrze testować jeżdżąc po parkingu w Biedronce albo stojąc w garażu.
I chyba tak samo jest z telefonem, że telefony też chyba doszły do takiego momentu, że w smartfonach mamy takie funkcje, które już same w sobie nie będą nas ekscytować, dopiero my musimy wyjść z tą kreatywnością, żeby zrobić z nimi coś ekscytującego i użyć ich do celów, które w jakiś sposób nas będą ekscytować. I tu dochodzimy do do takiej przerwy, która się nagle pojawia, no bo jeśli zafascynowaliśmy się tak bardzo samą technologią i samym tym, co widzimy gdzieś tam w internecie, w naszym smartfonie i mając tu w głowie to porównanie z samochodami, czyli z samym posiadaniem auta, no to nie wykształciliśmy gdzieś tam nigdzie pomysłów na to, jak możemy je wykorzystywać, czyli kupiliśmy sobie super furę, którą się wszystkim pochwaliliśmy i jeździmy w kółko po tych najbardziej trendy miejscówkach w swoim własnym mieście, ale nigdzie nie wyjedziemy nią nigdzie dalej, żeby faktycznie coś przeżyć, bo zależy nam tylko na tym jakby doznaniu, które to auto daje nam od razu i zupełnie tak samo może być z tą technologią. Mamy najnowocześniejszy sprzęt i spędziliśmy dużo czasu, żeby znaleźć go, dopasować i tak dalej, ale na koniec na pytania, co z nim zrobimy.
[KRZYSZTOF] I to może nawet, tak sobie myślę, już od dłuższego czasu doprowadzić do sytuacji, że producenci spróbują na fali trendu vintage i tak dalej, powrotu do wszystkiego, co było prostsze i miało mniej funkcji, w przyszłości być może odgracać te wspomniane samochody czy smartfony z rzeczy, które dzisiaj reklamują jako super potrzebne każdemu tu i teraz, żeby jakkolwiek odwrócić jakby percepcję, skupić naszą uwagę, że ej, dobra, to teraz ten smartfon jest prostszy, ten samochód umie mniej, ale jakby wiesz, on służy do tego, że możesz gdzieś pojechać, nie? Może tak być. Wcale bym się nie zdziwił.
[PRZEMEK] Ja też bym się nie zdziwił. Wręcz jakbym miał opisać taki idealny samochód przyszłości, czyli nie taki, jak jest teraz, tylko taki samochód przyszłości. To jest samochód, do którego ja wsiadam jak do taksówki. W sensie, że mi to, jak ja wsiadam i to, czy to podjedzie nowy Prius, czy podjedzie jakaś Toyota elektryczna inna, czy cokolwiek, mnie tak do końca nie interesuje, ani mnie nie interesuje, co ten kierowca ma za wyposażenie po swojej stronie. Ja chcę, żeby było w środku czysto, wygodnie, żebym ja nie musiał nic robić związanego z jazdą, czyli te takie samochody kapsułowe, w których wsiadamy i po paru godzinach jesteśmy nad morzem, w górach, czy gdziekolwiek indziej, a przez ten czas możemy czytać, oglądać filmy i tak dalej. To jest kierunek motoryzacji, który mi się podoba, natomiast wydaje mi się, że ten kierunek nie do końca jest zbieżny z tym, co jest teraz, bo teraz wydaje mi się, że producenci starają się ciągle jeszcze jak najwięcej dać tych gadżetów i bajerów i tych doznań z jazdy i tak dalej, a nie przejść na tą pełną automatyzację, która zarówno przy elektryfikacji, jak i przy rozwoju AI będzie dużo bardziej osiągalna niż jest to teraz.
[KRZYSZTOF] Co było pierwsze, jabłko czy okno? Od czego ty zacząłeś przygodę z komputerami?
[PRZEMEK] Zdecydowanie od Windowsa. Ja przez bardzo, bardzo długi czas nie znałem nikogo, kto ma, kto miał jakikolwiek sprzęt Apple’a. I ja nawet pamiętam moment, w którym się przesiadłem na Apple’a i było to dlatego, że już byłem po studiach i robiłem jakieś swoje rzeczy na komputerze i mój Sony VAIO doprowadzał mnie do szaleństwa tym, jak on buczał i wył przy każdej okazji wentylatorami, grzał się, nieważne co robiłem na komputerze i w pewnym momencie pomyślałem, że no dobra, to może spróbuję. Może spróbuję tego Maca i kupiłem sobie MacBooka Air, to był 2013 rok i pamiętam dokładnie dlatego, że ten MacBook Air leży ciągle na moim biurku i jeszcze 4 miesiące temu z niego korzystałem. Przestałem go używać w zasadzie tylko dlatego, że wyjeżdżałem z Polski na dwa miesiące i bałem się go zabrać. Bałem się, że jeśli wezmę tak stary komputer ze sobą, który cały czas działa, on trochę chodzi wolniej, ale generalnie cały czas działa, że jeśli go wezmę, to że on gdzieś mi tam padnie, a leciałem na portugalską wyspę, na której nie było zbyt wiele sklepów elektronicznych. Więc przez rok stwierdziłem, że dobra, to już jest ten moment, kiedy po 10 latach wypada kupić nowego MacBooka Air, co też zrobiłem, ale no tak, odkąd kupiłem ten sprzęt od Apple pierwszy w życiu, no to jednocześnie też używam iPada, używam AirPodsów od niedawna, iPhone’a oczywiście i mam też kupionego iMac’a, który stoi u mnie na biurku.
[KRZYSZTOF] Super, to też masz taki ekosystem, że tak powiem zbudowany dookoła siebie. To mogę Ciebie zapytać z punktu widzenia nawet tej osoby sprzed 10 lat, bo to tak naprawdę tylko był jakby przyrost był taki, że coraz więcej było tej w cudzysłowie magii Apple w samym Apple’u, ale jakby fundament się nie zmienia, ma to wszystko ze sobą gadać. Czy Ty z punktu widzenia twórcy, też pisarza i w ogóle człowieka widzisz naprawdę przewagi tego ekosystemu nad czym innym, no bo możesz też nie widzieć, nie? W sensie znam coraz więcej takich osób, które po prostu używają, bo jest wygodniej i nie buczy, nie? Może tak być.
[PRZEMEK] Na samym początku to był dla mnie problem, dlatego, że ja wtedy pracowałem jako analityk i robiłem dużo rzeczy w Excelu, a ten Excel, który jest na Macu jest takim, jak to nazwać, wykastrowanym Excelem. W sensie on inaczej działa niż ten, który jest na Windowsie, zwłaszcza, że ja byłem takim PRO użytkownikiem, który robił praktycznie wszystko skrótami i to był mój największy problem. Tylko ja ten problem rozwiązałem w ten sposób, że korzystałem z tego ThinkPada służbowego, którego wtedy miałem i tam robiłem wszystko, co musiałem zrobić w Excelu, a jeśli coś musiałem dopisać, czy coś tam wtedy, to tylko zrobiłem na Macu. Ale bardzo szybko się nauczyłem, że te aplikacje Windowsowskie są mocno upośledzone, jeśli chodzi o ich nie wiem, wersje dedykowane, czy jakieś porty, które są na Macu, a z drugiej strony wydawało mi się to trochę bez sensu, żeby próbować tam jako drugi system operacyjny trzymać Windowsa. Jednak nie potrafiłem w Maca. Chciałem mieć gdzieś tam ten drugi system, więc na początku tak było i ja wtedy praktycznie nie potrzebowałem żadnych tych aplikacji, których używam teraz, no bo ja wtedy jeszcze nie pisałem zbyt wiele w internecie, nie korzystałem z jakiejś obróbki zdjęć itd., więc wszystko to, czego szukałem, to po prostu było lepsze bieżące funkcjonowanie w porównaniu do Windowsa i nie szukałem jakichś dodatkowych rozwiązań.
A te rozwiązania pojawiły się oczywiście na Macu.
[KRZYSZTOF] To jest prawda, co powiedziałeś, natomiast z drugiej strony też nie dziwię się osobom, które po prostu kupują Maca i jakby nie odkrywają nawet połowy tych funkcji, nie? W sensie to im zostaje gdzieś tam na przyszłość i kiedy przyjdzie czas, albo się będą miały o tym dowiedzieć, to się dowiedzą i OK, to mam to w systemie za darmo, no nie? To też jest fajna droga i niekoniecznie zawsze powtarzam też, że ludzi, którzy mnie pytają, a takich jest sporo, że: ej, no co kupić i tak dalej. Od razu trzeba być właśnie tym early adopterem czy power userem, mam wrażenie, że te czasy już naprawdę odchodzą gdzieś do lamusa. Też ze względu na to, że te własne procesory Apple potrafią coraz więcej i tak naprawdę zaciera się różnica pomiędzy tym użytkownikiem w PRO a zwykłym. W sensie każdy ma ten sprzęt pod swoje potrzeby i może je wykorzystać też w przyszłości, co jest dosyć ciekawe. Za Intela tak nie było.
[PRZEMEK] OK, to dobrze wiedzieć.
[KRZYSZTOF] Dobra, przejdźmy do pisania.
Pamiętam kiedyś rozmowę moją z Michałem Szafrańskim, zupełnie prywatną, kiedy tłumaczył mi, jak on był w stanie produkować tak naprawdę w pewnym momencie już treści ponadczasowe i dobrze się czytają przez każdego. I właśnie dlatego, że jakby na początku pisania zadawał sobie pytanie: Kto jest odbiorcą? W sensie jakie problemy jego rozwiązuje i kto to musi zrozumieć, a nie na zasadzie, że ja mam do powiedzenia x, y, z, więc napiszę tak jak myślę i wychodzi później dziadostwo, którego nikt nie jest w stanie pojąć. Bo nie zna twojego myślenia na koniec dnia. Także wiem też o czym mówisz, bo sam tę szkołę cały czas przechodzę i się tego upraszczania gdzieś tam uczę. Pamiętam też u siebie, że jakby zanim poszedłem w ogóle gdzieś w kierunku medium mówionego, to jak chodziłem na takie organizacje Toastmasters, na różne szkolenia z wystąpień publicznych, to tam nie miałem na przykład problemu z takim konkursem pytanie z zaskoczenia, czy coś w tym stylu, że było pytanie albo dokończ zdanie i zbuduj z tego opowieść, no bo generalnie też od podstawówki. Te opowieści gdzieś tam do szuflady, czy mniej lub bardziej poważnie tworzyłem. Odpala się takie coś, takie światełko i ty już płyniesz z tą opowieścią, to jest rzeczywiście szalenie przydatne później, kiedy się prowadzi jakieś rozmowy. A co to wydaje pisanie, tak prywatnie i myślę, że już teraz zawodowo też, no sam powiedziałeś na początku, nie?
[PRZEMEK] Tak, pisanie daje mi przede wszystkim możliwość usystematyzowania wiedzy, to raz, w sensie tej, którą mam już w głowie albo którą chcę mieć w głowie, a dwa, że pisanie pozwala mi wyrównać te tempo pomiędzy przyjmowaniem informacji, a w jakiś sposób ich przetwarzanie. Bo o ile każdy z nas może usiąść i scrollować przez 12 godzin internet i znaleźć tam setki tysięcy ciekawych informacji, no to to wcale nie znaczy, że my w jakiś sposób będziemy w stanie je przetworzyć. To trochę tak, jakbyśmy wsiedli w samochód i jakby jechali przez 12 godzin i niby patrzymy oczami przez drogę, ale zapomnieliśmy to, co było 5 minut temu i samochody, które mieliśmy, chyba, że coś faktycznie nas mocno uderzy, jeśli chodzi o jakąś tematykę i emocje. I wydaje mi się, że ten tempo przetwarzania tych informacji i ich przyswajania w dużej mierze jest dyktowane przez to, jak szybko my jesteśmy w stanie na jakiś temat coś napisać. Czyli jeśli mamy powtarzające się krajobrazy, no to pewnie łączy nasz mózg w jakąś paczkę i to jest wszystko jedno i to samo i są tematy, na które ja i ty jesteśmy w stanie napisać w kwadrant bardzo dużo, ale jest jakiś krzywy i musimy dłużej się zastanowić i faktycznie na te tematy już potrzebujemy więcej czasu, żeby napisać. Więc to zdecydowanie są takie funkcje.
[KRZYSZTOF] To też jest taki rozwój, nie wiem, czy się ze mną zgodzi, że kiedy się trafi temat, na który nie mamy jakiejś tam, nazwijmy to, ekspertyzy, tylko musimy ją zdobyć.
I nie chodzi mi tu o sam research, ale nawet o taką mentalną zgodę na wgłębienie się w temat. To też jest rozwój nas jako ludzi, bo my musimy albo przeczytać jakieś książki, albo obejrzeć jakieś publikacje czy filmy. I to nie jest też tak, przynajmniej w moim przypadku, że to jest ma z góry określony jakby deadline, nie? W sensie ja nigdy nie pisałem na zasadzie wierszówek czy czegoś w tym stylu i bardzo często pomysł, na który wpadam, jakby jego egzekutywa, jego realizacja jest na przykład, nie wiem, za pół roku, czasami za rok, bo tyle potrzeba, żeby, jeżeli to jest domena, w której jakby nie mam ekspertyzy, żeby dojrzeć do tego, nie? To też jest dla mnie fascynujące, nie wiem, czy się zgodzisz?
[PRZEMEK] Tak, absolutnie! Ja mam tematy, o których chciałem napisać już dwa lata temu i do dziś nie napisałem, a czasami mam takie tematy, że po prostu siadam i piszę przez dwie godziny, bo coś na tyle przyszło mi do głowy, co jest warte tego napisania, że różnie z tym bywa. Na szczęście ja cały czas moje pisanie traktuję jako zajęcie dodatkowe, a nie zawodowe. W sensie traktuję je bardzo poważnie, ale nie traktuję go na zasadzie takiej pracy, że ja muszę codziennie przez 18 godzin coś tam tworzyć, albo na bardzo sztywny, zaplanowany content i jakby chcę unikać takiej suchości korporacyjnej, że jest jakiś media plan, zgodnie z którym ja muszę tu uderzyć w te tony, tam w inne, tu musi być coś śmiesznego, tu musi być coś potwornego. To raczej jest to bardziej randomowa sprawa, a jednocześnie wydaje mi się przez to ludzka i tych treści ludzkich też mi się wydaje, że jest w Google trochę mniej. Wracając na sekundę od Twojego pytania na temat produktywności, no to jeśli wpiszemy, nie będziemy na tyle szaleni i zapytamy Google o to, jak być bardziej produktywnym i już przedrzemy się przez tę pierwszą całą paletę reklam, która wtedy nam wyskoczy. To zazwyczaj, jeśli nie przebije nam się tam jakiś bloger albo jakiś twórca generalnie internetowy, no to zapewne dostaniemy jakąś taką suchą instrukcję w stylu, nie wiem, instrukcji podobnej, czegoś takiego bardzo prostego. Zresztą nie będzie w ogóle tej ludzkiej twarzy, nie będziemy wiedzieli, czy to są rady dla matki z dwójką dzieci, czy to jest rada dla nastolatka, który nie ogarniał liceum, czy może dla kogoś, kto siedzi i ma cały dnie wolne i nie wie, co z tym czasem zrobić i to jest jego problem. Więc no, wydaje mi się, że taki ludzki głos, który nie jest taki osuszony i mocno wsadzony w jakieś tam ramy, będzie coraz cenniejszy w przyszłości.
[KRZYSZTOF] I w ogóle mam wrażenie, że ten ludzki aspekt postawiony jako swego rodzaju właśnie fundament rozwoju nas jako ludzi w różnych aspektach naszego życia będzie coraz bardziej, nie chcę powiedzieć, że modny, choć życzyłbym sobie tego. To też pokazuje na przykład jakby treść twojego newslettera z 16 marca, ja go doskonale pamiętam, bo napisałeś tam, że twoja biblioteczka domowa to jest koszmar bibliotekarza każdego, zresztą moja również. Nie mam jakiejś takiej super pieczołowitej dbałości o strony w książkach. Jest tam też, tak jak u Ciebie, bardzo dużo wykreśleń, zakreśleń, przekreśleń i różnych karteczek wystających z tych książek. Oczywiście według szyfru, który znam tylko ja. To system, workflow, jakie dookoła tego pisania człowiek sobie sam stworzy. Oczywiście tu też można dojść do bardzo ciemnej piwnicy i przesadzić, to pewnie zaraz powiesz. Jest też taką jedną z dróg, która ściąga trochę z naszych barków, mam wrażenie, przynajmniej tak jest u mnie. Ten ciężar, takiej konieczności bycia cały czas – czujnym. W sensie ja już mam dosyć naturalne to, że jak ktoś zwróci moją uwagę i poczuje nawet taki zalążek, że może to być kiedyś temat na odcinek albo na tekst, to po prostu się nie zastanawiam. Wiem, że leci to do banku pomysłów tak zwanego. I być może kiedyś przyjdzie na to chwila, że ten bank przeglądam raz na jakiś czas dosyć regularnie, to jakby też nie myślę cały czas, nie zagłębiam się w jakieś takie kolejne po prostu koncepcji, które mogą się okazać zupełnie ślepą uliczką. Jak ty w ogóle to workflow u siebie budujesz? Jak to u ciebie wygląda? To też wiem, że jest szalenie ciekawa historia.
[PRZEMEK] Tak, no mój workflow jest jakby dwojaki. Ja mam jedną część taką sztywną, a drugą część bardziej ludzką. I ta część sztywna to jest gromadzenie informacji. Ja staram się nie czytać książek, w których niczego nie mam do zakreślenia. Już zacznę trochę od końca, bo tak naprawdę mówi się, że trzeba zakreślać w książkach i warto jest generalnie wyciągać coś z książek. Ja podchodzę do konta, że ja chcę czytać tylko te książki, w których faktycznie można dużo rzeczy znaleźć i dużo rzeczy dla siebie wyciągnąć.
Przy czym to nie znaczy, że czytam same książki, bo mam tutaj na przykład na myśli biografię. Więc jeśli ja chcę poświęcić na coś kolejne 8 godzin swojego życia i to ma być książka, to to nie może być książka, w której ja się będę nudził albo z której niczego ciekawego się nie dowiem, no bo jeśli to będzie ta rozrywka. Umówmy się, film na Netflixie często jest lepszą rozgrywką, jeśli spędzamy ten czas jeszcze na motyk z rodziną i samotnie czytamy książki, nawet jeśli to jest proza. Ja też tej prozy czytam mniej, ale ja za każdym razem staram się notować, to jest pierwsza rzecz.
Druga rzecz, staram się wracać do notatek, bo jakby to, że coś zakreślimy, to wręcz czasem jest zdradzieckie, bo nasz mąż mówi sobie, że zakreśliłem to po to, żeby nie musieć pamiętać i ja tego nie pamiętam jeszcze bardziej niż tych innych rzeczy. Czasami jest tak, że ja pamiętam, czy to było po prawej, czy po lewej stronie w książce, ale nie pamiętam, co to było. Więc łapię się na tym sam czas, używam do tego Readwise. Readwise wydaje mi się jest takim deus ex machina, rozwiązanie, które spadło nam z nieba, było tak banalne i ja ciągle zachodzę w głowę, czemu Apple po prostu nie zaimplementował czegoś takiego u siebie, żeby móc zbierać, no bo co robi Readwise. Dla tych z Was, którzy nie wiedzą, bo Readwise raz, że umożliwia zaznaczanie internetowe, wątki na X/Twitterze, ale przede wszystkim książki na Kindle.
No ale drugą genialną funkcją jest to, że on nam pod jakimś tam swoim algorytmem wybiera dane, cytaty każdego dnia i nam je podrzuca. Czyli jak czekamy na windę albo stoimy na przystanku albo generalnie się urodzimy i chcemy wyciągnąć telefon na parę sekund i zobaczyć, jak inni żyją na Instagramie, co zamiast klikać w całą ikonkę, masz, jak to się zwykło, w telewizor i sobie odświeżyć kilka tych cytatów, które my sami zaznaczyliśmy gdzieś tam kiedyś. I wydaje mi się, że ta funkcja jest absolutnie genialna w swojej pustocie, bo ja zawsze się zaskakuję jakimś cytatem, którego nie pamiętałem. Czasem się zaskakuję, po jaką ja ten cytat zaznaczyłem i próbuję sobie przypomnieć, co takiego ważnego miał znaczyć, bo w tym kontekście teraz nic mi nie znaczy i czasami tak jest, że mi brakuje tego, że po co ja go zaznaczyłem. Ale zawsze zakładam, że jeśli zaznaczyłem coś, to był tam jakiś większy sens. No i ta klasyka, jeśli chodzi o uczelnię, jeśli pamiętam, że ta krzywa zapomnienia jest bezlitosna, jeśli sobie nie będziemy przypominać rzeczy, które sami wskazaliśmy jako warte zapamiętania.
[KRZYSZTOF] Jak tutaj w tym pomaga Ci dziennik? Bo wiem, że ten dziennik piszesz od dłuższego czasu. Ja również robię to. Mam trochę inny workflow niż Ty, bo korzystam z takiego zbudowanego workflow bardzo autorskiego, gdzie tym bankiem pomysłów jest odpowiedni projekt w jednej z aplikacji do GTD. Akurat u mnie jest to Nozbe. I dodatkowo Day One, w którym piszę dziennik i które też ma świetną integrację z różnymi takimi systemowymi rozwiązaniami Apple, między innymi ze Skrótami (z Shortcuts), co pozwala bardzo sprawnie mi działać. I tak się zastanawiam, bo u mnie na przykład dziennik jest tym momentem w ciągu dnia, zwłaszcza wieczorem, kiedy zawsze wraca jakieś wspomnienie właśnie do day ones przed iluś lat, jakby co się wydarzyło w tym dniu. Ja ten moment szalenie lubię, nie? W sensie to jest dla mnie taka nie tylko klamerka obecnej doby, ale taki, wiesz, kubeł zimnej wody, żeby zobaczyć, że tak naprawdę nawet jak się tam wydaje, że nic się w tym życiu nie dzieje okresowo, tu i teraz, to naprawdę z perspektywy minionych lat dzieje się ogromnie dużo albo wydarzyło się ogromnie dużo, prawda?
[PRZEMEK] Tak, no, dziennik jest dla mnie bardzo ważny. Ja ostatnio po sześciu latach prowadzenia go zacząłem zmieniać trochę metodologię, jak to robić. Więc przede wszystkim u mnie działa to tak, że to musi być dziennik papierowy. Ja chcę, żeby on był taki low-tech. Bo jeśli ja chcę go pisać, załóżmy, do końca świata, no to mogę się z Tobą założyć, że papier będzie istniał dopóki nie będziemy żyli, a ten jeden program. Więc to jaka była moja logika i też za tą logiką przemawiałam to, że ja zawsze mogłem go wziąć ze sobą, nigdzie się nie zostawiam na komputerze i generalnie coraz rzadziej piszemy odręcznie, więc to jest jakiś tylko feature, że praktycznie samodzielnie siedzisz i piszesz.
Ja dziennik zacząłem pisać w momencie takiego największego chaosu czasowego, który potem oczywiście powracam wiele razy, bo to jest też pytanie takie najczęstsze, które jest przed dziennik, to jak ktoś mówi, że ja nie mam czasu pisać dziennika, ja będę dokładnie wtedy musiał za krzykną pisać. 15 minut w ciągu dnia, aby się napisać. Ja, by maksymalnie ograniczyć te potencjalne rzeczy, które mogą się wydarzyć, które zabiorą te 15 minut z jakiegoś powodu, ja piszę rano. W sensie, że ja się budzę rano, wychodzę z psem, wracam, robię kawę i siedzę i piszę dzień. Tutaj trochę zboczymy, w sensie jesteśmy nadal w temacie, ale trochę zboczymy z tego poziomu, że ja uważam, że w życiu, im jest się zwłaszcza starszym, to trzeba mieć.
Trzeba mieć takie rzeczy, które są kotwicami w jakiś sposób. I nie wiem, czy pamiętasz, w „Incepcji” była ta scena, gdzie mój bohater na końcu kręcił tym takim swoim małym włącznikiem, który tylko on wiedział, jak on się kręci i bardzo dobrze był z nim zaznajomiony. Mi się wydaje, że trzeba mieć takie kotwice w życiu i jedno z takich moich kotwic jest właśnie pisanie dziennika. Jeśli ja jestem w takim normalnym trybie życia, w którym na pewno muszę się położyć spać, to jest jakby kotwica numer jeden na każdy człowiek. I oprócz tego, co ja jeszcze mogę wyrzucić z takich kotwic, które sprawiają, że ja jestem na tym właściwym kursie. Bo jeśli ja nie jestem w stanie znaleźć kwadransa na to, żeby usiąść i napisać kilka zdań, to znaczy, że coś bardzo złego się dzieje w moim życiu. Bo tak się może zdarzyć jeden, dwa, trzy dni, bo jestem na konferencji i może nie być czasu na pisanie w dzienniku. Ale to też jest dla mnie taki kanarek w kopalni, który wymiera na moich oczach, jeśli ja przez tydzień czasem nie jestem w stanie nic mieć, że coś złego się dzieje w moim życiu. Na każdej stronie jest jeden dzień.
Czyli najprostsza możliwa konstrukcja. Ja różne warianty próbowałem, czasem próbowałem zrobić jakieś listy to-do na każdy dzień i do nich coś dopisywać więcej, jakieś tam dopisać jedną rzecz, której jestem zadowolony, jedną rzecz, którą chcę zrobić, jakieś różne priorytety, ale generalnie osią tego jest to, że trzeba pisać codziennie o tym, co się dzieje danego dnia. Tylko problem jest taki, ja to odkryłem zupełnie przypadkiem, że potem ja tego nie czytam i ja do tego nie wracam. Czyli jakbym się teraz obrócił, to za moimi plecami leży sześć tych Moleskinów z sześciu kolejnych lat. Ja raczej nie wpadam zobaczyć, dzisiaj jest 9 kwietnia, co robiłem 9 kwietnia rok temu, dwa lata temu, pięć lat temu, czy sześć lat temu, mimo że mógłbym to zrobić bardzo łatwo. Dziennik się bardzo przydaje, jak mamy jakieś dyskusje rodzinne na zasadzie u czyichś.
[KRZYSZTOF] Który rok wypada w tym roku, tak?
[PRZEMEK] Tak jest, bo w dyskusjach rodzinnych, to ja mam tu asa w rękawie, bo zazwyczaj takie rzeczy są zapisane, ale generalnie zauważyłem, że to jest ciągle takie pisanie tu i teraz, ale trudno jest z tego korzystać. I oczywiście trudno jest z tego korzystać, jak zaczynamy pisać dziennik, bo nie mamy tej bazy własnej zbudowanej, ale jak już mamy z paru lat spisane. Zainteresowałem w zeszłym roku takim konceptem Dziennika Pięcioletniego. Czyli to już nie jest Moleskin, to jest zupełnie inna firma. Ja w takim modelu pisałem cały zeszły rok, czyli zeszły rok był takim rokiem zero.
Nic nowego się nie wydarzyło. Natomiast dzisiaj, jak ja będę, no dzisiaj już pisałem dziennik, ale jutro jak będę pisał dziennik, no to będę widział to, co się wydarzyło rok temu. Gdybym ten podcast razem z tobą, to ja przez kolejne 4 lata będę o tym pamiętał, no bo za każdym razem, jak będę wracał do tego dnia, a muszę do niego wrócić, bo każdego dnia mam jakieś zapiski, to to mi się będzie przypominać. I teraz to zmienia kompletnie koncepcję, bo z jednej strony niby robimy dokładnie to samo, bo od każdego dnia piszemy parę zdań, ale już zaczynamy się zastanawiać, czy to są rzeczy, o których my chcielibyśmy wiedzieć za parę lat, czy to faktycznie zasługuje na aż takie zapamiętanie, jeden taki dodatkowy jeszcze filtr, który jest tam gdzieś z tyłu głowy. No i też widzimy te zmiany, które miały miejsce albo nie miały miejsca. No bo jeśli my będziemy przez kolejny rok z rzędu czytać, że 1 stycznia chcemy zrzucić trochę dokładnie to samo. Tylko my tego nie widzieliśmy. Wydaje się, że to jest ta potrzeba chwili, że o w tym roku wreszcie gdzieś pojadę w fajne miejsce na wakacje. Tylko, że ja sobie to mówię pewnie już od siedmiu lat, tylko nie zdaję sobie z tego sprawy. A tutaj ten dziennik nam to może żyć.
[KRZYSZTOF] To, co Ty mówisz, szalenie takie obrazujące, że tak naprawdę wszelkiego rodzaju feature’y technologiczne, które firmy nam sprzedają jako objawienie, przykład, co się wydarzyło ileś lat temu, słynne Facebook to zapoczątkował, później oczywiście wzięli inni łącznie z Day One, tak naprawdę można realizować w papierowym dzienniku, tylko zmieniając metodykę jego prowadzenia.
To jest właśnie to, co jest fascynujące dla mnie przynajmniej, że ludzie teraz na takie rzeczy wpadają, teraz takie rzeczy stają się modne. Być może jest to ta odpowiedź na tezę postawioną na początku odcinka, że bo to nie jest w żaden sposób sprzedane marketingiem danej aplikacji czy danej ideologii. To po prostu jest i zawsze było w sumie.
[PRZEMEK] Dokładnie tak! To jest trochę to pytanie, że jak dostaniesz młotek do ręki, na to by coś wyciągnąć, coś stuknąć i dopiero potem zaczynasz po jakimś czasie się zastanawiać, jak masz więcej narzędzi w swoim toolboxie, czy ty w ogóle potrzebujesz tego modułu, tak, albo czy nie ma czegoś lepszego niż moduł i tak dalej, że czasem jakby zaczyna się od tego końca, no bo wpadniemy na nową, świetną aplikację, która da mu możliwość robienia nowych, świetnych rzeczy. A potem się okazuje, że albo my nie chcemy robić tych rzeczy, albo możemy je robić łatwiej, albo coś w tym stylu, tak, więc do tych 20 minut wcześniej wracania do tego źródła i skupienie się na tym, po co my coś chcemy robić albo co chcemy osiągnąć, to dopiero potem powinna być aplikacja i szukanie jej, która nam to umożliwi, a nie zaczynanie od aplikacji.
[KRZYSZTOF] Tylko z drugiej strony czasami, wiesz, ta fajna aplikacja jest czymś, co nas motywuje.
[PRZEMEK] Oczywiście, że tak. Tylko widzisz fajną aplikację, gdzie dodajesz zdjęcia, możesz coś polajkować i tak dalej. Więc ja też nie jestem taki, że tylko papier i że to jest dobre rozwiązanie. Wydaje mi się, że ważna jest ta świadomość, żeby wiedzieć, co chcemy z tym zrobić, ale też czasem można się poinformować i skręcić się w coś innego.
[KRZYSZTOF] Tak mi się przypomniały czasy szkolne, bo ja byłem też ostatnim rocznikiem, który w ogóle w Polsce w podstawie programowej miał logikę, na szczęście ją jeszcze miałem, pamiętam na matematyce i teraz tego myślę, że bardzo brakuje. I dlaczego mi się to przypomniało? No bo od razu, jak opowiadasz o tym, no to brzmi jakby, wiesz, też jesteś finansistą, no to łebski człowiek tutaj przyszedł, natomiast z drugiej strony piszesz i to dosyć tak, nie że zrozumiale, ale również ponadprzeciętnie, że tak to ujmę kolokwialnie. Czy ty byłeś traktowany jako humanista, czy umysł ścisły w szkole, a może w ogóle nie było u ciebie tego rozgraniczenia? Bo u mnie było, nie? I w sensie pokutowało jeszcze później przez studia, nie?
[PRZEMEK] Ja uważam, że to jest trochę ściana z tym byciem humanistą. Mi się wydaje, że to jest trochę taka furtka, której używamy w szkole, przynajmniej kiedyś tak było. No bo wiadomo, że nie da się być dobrym z fizyki, z historii, z chemii, z polskiego i tak dalej. To, że może w liceum niekoniecznie każdy chce spędzać każdy dzień na nauce, sprawia, że próbowaliśmy się w jakiś sposób specjalizować. I ta linia demarkacyjna specjalizacji była akurat tak postawiona, że albo mówię, że jesteś humanistą, jesteś dobry z tych przedmiotów, albo mówię, że no ja nie umiem pisać, wypracować, robię błędy autograficzne, nie lubię czytać książek, więc po prostu będę robić matmę i fizykę. OK, no to założenie ma jakiś sens, tylko wydaje mi się, że jest takie strasznie grubymi liczbami ciosami.
Historią, w sensie matematyki takiej finansowej, że mi bardzo dużo dało to, jak po latach już studiów finansowych zacząłem czytać o historii i bardzo mi się łączyły jakby kropki z cyframi na zasadzie, że już wiem, dlaczego coś się wydarzyło w ekonomii, bo mam szerszy rys historyczny. I nawet bym się pokusił, że ten rys historyczny jest ważniejszy niż te cyfry, bo cyfry są wynikiem tego, co się wydarzyło, a rzadziej same cyfry są wynikiem czegoś innego. Czyli ten kryzys w roku 2008, to wszyscy finansiści znają go od tej strony, wykresów, liczb i wiedzą, co się wtedy działo na giełdach i tak dalej, ale mało kto potrafi się cofnąć te kilka kroków na poziom historii. Jakby skąd to się w ogóle wzięło? Także dlaczego ten kryzys nieruchomościowy miał miejsce? Więc jak najbardziej, ja gdzieś tam byłem po którejś z tych stron klasyfikowany, ale wydaje mi się, że ten podział jest jakby błędny.
[KRZYSZTOF] Czyli słynna analiza wsteczna zawsze skuteczna.
To jak już przy tym zdaniu jesteśmy, to jak ją przeprowadzisz tak na swoim życiu i zobaczysz na początki swojej pracy zawodowej w ogóle sensu stricte, to kiedy ty zacząłeś pracować i kim był wtedy Przemek?
[PRZEMEK] Pytasz o taką pracę zawodową po prostu?
[KRZYSZTOF] O pozarabianie pieniędzy. Może być w półlegalny sposób.
[PRZEMEK] Ja akurat niestety nie mam żadnej takiej ciekawej historii. Coś mi się udało zbudować. Ja od początku pracowałem po prostu na etacie, zacząłem pracować na ostatni rok w studiu, bo pamiętam, że ja studiowałem w Wrocławiu i przeprowadziłem się do Warszawy gdzieś tam na wiosnę i musiałem jeszcze na samą obronę jechać i już mam pracę, bo to wiadomo, że dochodzi ten moment, kiedy rzeczywistość zderza się z oczekiwaniami, jak już się obronisz na studiach i nie wiesz, czy ta praca będzie czy nie, czy te miliony lat poświęciłeś na dobrym kierunku studiów czy nie i pamiętam, że wszyscy mówią, że już mam tę pracę. Przy czym mój taki, taka specjalna siła. Taka moja super moc jest taka, że ja zawsze miałem jakieś zajęcie zawodowe poza etatem.
W sensie takim, że już gdzieś tam pod koniec studiów zacząłem gdzieś pisać w internecie na temat finansów. Zrobiłem nawet taki magazyn finansowy, który zrzeszał poznanych przeze mnie wtedy kolegów, którzy pisali, artykuł do tego magazynu w .PDF-ie. Zresztą mam to od razu dzisiaj do pochwalenia się Słuchaczom, że jakby ten magazyn był jednym z pierwszych polskich mogłeś za pomocą takiego lidera przeczytać sobie na iPadzie każde, każde wydanie i to nie było takie proste, że to były po prostu screeny z .PDF, ale trochę bardziej skomplikowane. W każdym razie dzięki temu ja zawsze miałem co robić w weekendy, w sensie takim, że to były takie weekendowe projekty, byłem do tego przyzwyczajony, że coś robię oprócz teatru, że nie było tak, że zamykam laptopa z trzaskiem o 17 i nie wiem co robić, bo ja zawsze coś robiłem dodatkowego. Jeden z największych błędów, jeśli miałbym takie wymieniać, że nigdy nie poświęciłem temu wystarczająco dużo uwagi, bo teraz patrząc też widzę, że ja mógłbym to rozwinąć do biznesu, który przynosiłby konkurencyjne dla etatu przychody, ale nigdy tylko nie traktowałem jakoś na poważnie, zawsze to miało być bardziej for fun, a jeśli się pojawia kasa, no to super, ale przenosząc się do przodu o dobre 10 lat, byłem w stanie pracować normalnie na etacie w banku i jednocześnie napisać książkę. Ja mam tutaj na myśli książkę o Warrenie Buffetcie, którą znalazłem w 2018 roku razem z kolegą, no bo to dla mnie było naturalne, że ja i tak coś robię w weekendach, albo coś robię przed pracą, pracę z czynnością w pełnym sensie zawodową, więc ta umiejętność bardzo mi się przez te wszystkie lata przydała, dała mi trochę taką namiastkę niezależności versus mojej koledzy na etacie, bo zawsze zarabiałem trochę. No i zawsze ten mój skillset był szerszy, bo ja coś na przykład robiłem w internecie, potrafiłem coś dodać na stronę, albo stworzyć stronę internetową i zawsze były takie umiejętności, które akurat w mojej branży były kompletnie nieznane i stanowiły jakąś tam przewagę i taką namiastkę niezależności większej.
[KRZYSZTOF] To powiem Ci, że ta historia mamy dosyć podobną. Ja to traktuję nawet jako jedna z kotwic moich życiowych. Ja od 16 roku życia generalnie robiłem coś, co generowało jakiś przychód, także też się absolutnie tego nie wstydzę, bo uważam, że to mi bardzo w życiu pomogło. Natomiast powiem szczerze, że to robienie rzeczy po godzinach z różnych domen, od sasa do lasa, przez wielu jest uznawane dzisiaj, że nie ma tej specjalizacji, kiepsko, ale jak ma się na to pomysł i traktuje się, a ja na przykład tak to traktowałem zawsze, jako właśnie taką kotwicę bezpieczną przystań, a nie coś, co mi odbiera na przykład piątek wieczór albo weekend i rany świat się mi wali… To jest, myślę, lepsza droga niż taka wąska specjalizacja. Nawet dzisiaj, no bo zobacz co się dzieje po wybuchu sztucznej inteligencji i boomu na nią. Ludzie się pytają komu ona zabierze w pierwszej kolejności pracę i jakoś auto-magicznie na samym szarym końcu są multidomenowe osoby, które generalnie nie są wyspecjalizowane w jednej rzeczy i jeszcze mają kompetencje miękkie, nie? Auto-magicznie, a na pierwszym przodzie są ci, którzy jakby właśnie, wiesz, te specjalizacje dosyć łatwo można zastąpić, no bo jest to pewna powtarzalna czynność. Oczywiście nie generalizuję, no bo chirurga będzie bardzo trudno zastąpić, no ale jednak coś w tym widzę, nieprawdaż?
[PRZEMEK] Zdecydowanie przypomina te darwinowskie powiedzenia, że nie przetrwają najsilniejsze gatunki czy tam najszybsze, tylko te, które potrafią najszybciej się adaptować i w ogóle nieuczona przez nikogo na etapie edukacji, ale wręcz taka no w jakimś stopniu pomijalna, tak? Czyli jakby nikt się nie uczy tego, jak zmieniać zdanie, albo jak rozwijać swoje jakieś poglądy, albo jak dorzucać coś zupełnie nowego do swojego no takiego zestawu umiejętności, jakiegoś swojego technologicznego stacka, tylko raczej idziemy gdzieś tam w głąb i szukamy większej specjalizacji. Na koniec dnia powtarzamy ten sam schemat, który po prostu. Czyli najpierw jest tak, że próbujemy podważyć jakiś paradygmat i mówimy, że nie, to co stare i złe, my to zrobimy inaczej, bo robimy to inaczej faktycznie, a tym, którym się udaje, a potem staramy się ukopać jak najwyższym płotem, żeby nikt nie mógł przyjść i powiedzieć tego samego, co byśmy powiedzieli parę lat temu. Tu jest ta różnica, że teraz przychodzą ludzie z robotami albo może i nawet same robotki próbują nas na kilku frontach jednocześnie zaatakować. To starcie, tak jak już parę minut temu zaczęliśmy mówić, ono trochę przenosi mimo wszystko szansę na stronę takich twórców jak choćby ty, czyli osób, które mają coś jako człowiek, a nie jako zaplecze do SEO tworzące jakieś wydarzenia. Najprostsze do zastąpienia. Dokładnie przez AI.
[KRZYSZTOF] Agnieszka Pilat, taka technokratka właściwie od Doliny Krzemowej, Polka zresztą, z którą nagrywałem jeden z odcinków lata temu. Ona zajmuje się w Boston Dynamics, to są ci, którzy produkują takie żółte roboty psy. Szkoleniem tych psów, zresztą jej pies to jest właśnie taki robopies. Ona zawsze mówi, że ona już teraz uczy się trochę służyć tej technologii na zasadzie takiej, że pokazywać jej tę ludzką stronę, techhumanizm nasz. To jest właśnie taki przykład, że można być artystą, ona jest też malarką, zresztą razem z robotami maluje swoje obrazy i można być właśnie, mieć ten pierwiastek z domeny Arts, a jednocześnie świetnie wykorzystywać go w domenie ścisłej, w domenie technologii, wychodząc trochę, wyprzedzając niejako trochę swoje pokolenie, czy epokę, która obecnie jest. Strasznie lubię ten przykład przytaczać. Kapitalna dziewczyna.
[PRZEMEK] No wiesz, jak to mówią, że przeszły podzielony na wszystkich i wydaje mi się, że ta adaptacja. To, do czego teraz używamy internetu od 20 lat temu jest zupełnie czymś innym niż wtedy. Wydaje mi się, że tak samo będzie w zajmowaniu.
[KRZYSZTOF] No na przykład używamy go do nagrywania podcastów zdalnie. No i to jest wspaniałe, że możemy to robić. Przemku, podpytam Cię jeszcze o taką kwestię związaną z swego rodzaju pojęciem relewantności różnych rzeczy w naszym życiu, które tu już wybrzmiało wiele razy. A związane jest tak, mówiąc zupełnie wprost, z oszczędzaniem, generowaniem gdzieś tam pieniędzy na przyszłość perspektywą długofalową, chociażby w oszczędzaniu czy inwestowaniu. No i tym słynnym zdaniem, kurczę, ja nie mam z czego oszczędzać, nie mam z czego inwestować, nie mam na to pomysłu, więc w sumie to nie robię nic, a moje potrzeby i tak są niezaspokojone, bo zarabiam za mało, nie? Jak ty do tego podchodzisz po wielu latach jako inwestor indywidualny, też finansista? Jak sobie radzisz z takimi tekstami? Pewnie je też słyszałeś na jakichś etapach swojego życia albo nadal słyszysz, bo mnie to też ciekawi.
[PRZEMEK] Mówiąc zupełnie szczerze, te teksty kiedyś mnie irytowały, teraz są po prostu nużące. Jeśli załóżmy, że jesteś trenerem fitnessu i ja do ciebie przyjdę tylko po to, żeby ci poopowiadać, dlaczego ja nie mam czasu ćwiczyć, to straciłem swój czas otwieram paczkę chipsów i odpalam Netflixa, tak?
I tłumaczy to, że nie mam czasu. No bo to nie jest tak, że ludzie, którzy dostarczają jakieś rozwiązania i jakieś usługi, jednocześnie mają dostarczyć do tego motywację. I to wydaje mi się, że to jest coś, co myśmy źle zrozumieli, cały czas źle zrozumieli, ale w szkole. Bo w szkole jest tak, że oczekujemy od tego nauczyciela, że on oprócz tego, że on jest dobry, znany i musi dobrze potrafić umieszczać to tam może wejść do jego obszaru obowiązków. Tak naprawdę, trzymając się tego przykładu, no ty jako trener fitnessu, no jakby fajnie, jeśli ty dodatkowo ludzi motywujesz, a jeśli ktoś przychodzi z motywacją, żeby wręcz Ciebie przekonywać, że Twoja praca nie ma sensu i to, co Ty oferujesz, no bo ludzie nie mają dzisiejszych czasów czasu…. No to jest grupa ludzi, która potrafi ten czas wykroić z dnia i po prostu nieważne, co chcemy robić, czy chcemy oszczędzać, dbać o siebie, czytać więcej książek, bo też często słyszę, że skąd tak dobry czas na czytanie albo cokolwiek innego. To jest taka piłeczka, którą ja po prostu z całej siły odbijam w stronę osoby, która do mnie ją rzuciła i generalnie rzucam kij bejsbolowy na ziemię i już nie chcę trzymać więcej piłek.
[KRZYSZTOF] Ale wiesz co, to też od razu podpytam o taką toksyczność osób w twoim otoczeniu, bo pewnie na takich trafiasz? Na przykład ja miałem parę takich kontaktów, które trwały latami i w końcu je po prostu mówiąc zupełnie wprost wyciąłem, bo po prostu retoryka, która od nich płynęła, przestałem tłumaczyć sobie, że mamy misję zmiany życia tych osób, bo widzę, że ono mogłoby być lepsze. Po prostu, tak jak mówisz, rzuciłem ten kij, bo na koniec dnia ja miałem wrażenie więcej niż te osoby dalej tkwiąc w miejscu, w którym tkwią. I nie wiem, czy to jest egoizm. Po latach myślę, że nie.
[PRZEMEK] To jest egoizm, ale po stronie tych osób, bo oni się nie czuli gorzej. No bo jeśli, wracając do przykładu z Tobą jako trenerem fitnessu, jeśli Ty będziesz wychodzić na plażę, a oni będą obok Ciebie i Ty będziesz dobrze przypakowany i fajnie opalony i dobrze wyglądający, no to oni już będą się czuli źle przez Ciebie. Tak to wygląda powodu, to jesteś lepszy, a na pewno nie, to jest z jakiegoś powodu, z którego oni mogą nie mieć wpływu i ja wiem, że zawsze się znajdzie jakiś powód, że ktoś przyjdzie i powie, że faktycznie ja nie mogę, ok, ale tak samo jak ja nie mogę zostać astronautą, co nie znaczy, że będę siedział i krytykował astronautów, że jak oni znaleźli czas, pieniądze i jak sobie wybrali rodziców, że akurat mogli polecieć w kosmos. To prawda.
[KRZYSZTOF] Tak, to prawda. Taką anegdotkę mam jedną, czyniąc ją anonimową, z racji tego, że trochę jest na pograniczu rodziny. Natomiast chcę ją przytoczyć, bo miałem ostatnio takie, podczas świąt, takie zdarzenie, że usłyszałem od jednej osoby, bardzo młodej osoby, nastolatka właściwie, takie zdanie, że dostał swoje pierwsze wymarzone buty Nike’a. To były jakieś tam Air Max, coś tam. I wiedział, to dziecko wiedziało, było świadome jak dużo jego ojciec musi pracować, żeby mu te buty móc kupić i też później z tym ojcem miałem okazję porozmawiać i tam była taka opowieść, że ten chłopak autentycznie się rozpłakał jak dostał te buty. I nie potrafił tak wyrazić wdzięczności wobec tego, że się udało, wiedząc oczywiście, jak trudne to było finansowo. I tak sobie myślę, że coraz mniej dookoła takich obrazków widzę. W sensie, że albo jest to skrajność taka, że wszyscy dostają wszystko i mają dostawać wszystko z nieba i potem powstają z tego frustracje, o których mówiliśmy przed momentem. Dosłownie – życiowi, a druga strona jest taka, że na wszystko muszę sam zarobić, ale nie wiem jak, nie mam środków, więc w sumie to poddam się na starcie. Jak tu znaleźć środek, nie? Przytaczając tą anegdotkę, bo to była piękna historia, nie? W sensie ona mi pokazała, że są jeszcze takie, wiesz, ludzkie odruchy, nie?
[PRZEMEK] Absolutnie, no super, że coś takiego w ogóle udało się te korelacje w tej rodzinie zbudować, z rodzicami i z dzieckiem, ale wiesz co, ja trochę mam na to odpowiedź, dlatego, że kiedyś szaleń napisałem o tym tekst. Jedną z największych wad, jeśli nie największym przekleństwem internetu jest to, że my wpadamy do jednej wielkiej kuli z absolutnie wszystkimi na świecie. Czyli normalnie było to, że ja na osiedlu mialem po prostu normalne bloki. Milionerzy nie mieszkają lub nie mieszkali w blokach, a teraz mieszkają, bo każde pierwsze mieszkanie w Warszawie tyle kosztuje. Ale mówiąc zupełnie serio, no jakby mieliśmy w jakiś sposób równy start. Czyli nagle nie pojawiała się jakaś osoba z kosmosu, żeby tutaj sobie oglądaliśmy gazetę, jak ktoś wyskoczył z Nintendo i przyjechał jakimś super aktem, bo po prostu takich osób skalą bardzo mocno, wiedzieliśmy, co jest jakąś tam średnią w miarę powiedzmy osiągalną w naszym zasięgu. I teraz jest zupełnie na odwrót, bo powiedziałem, że ta osoba, która dostawała te buty, może sobie zorganizować jakiś filmik w internecie, gdzie ludzie, nie wiem, je kroją i sprawdzają, co jest w środku, albo sprawdzają, jak się pali. Ja zawsze, jak widzę te filmiki, że ktoś stoi w kolejce po iPhone’a, teraz się rzadziej stoi w kolejce, ale ktoś i w kolejce po to, żeby go zgnieść jakoś prasą hydrauliczną w internecie.
Ja rozumiem, jak to działa, że z tego mała wyświetlenia itd., ale generalnie czujesz to, że ty pracowałeś nad tym telefonem, marzyłeś o nim, stałeś jeszcze w kolejce i gdzieś tam w międzyczasie, nim dostaniesz ten telefon, to widzisz, jak inni już go niszczą. Tak. Te osoby, które są normalne, na normalnym poziomie żyją albo w jakiś sposób są po prostu ubogie i nie mają pieniędzy, a po drugiej stronie mamy tych gości, którzy ciągle się pokazują przy samochodach. Ci ciągle są w najlepszych miejscówkach, nie pracują, tylko się bawią. Ty jako trener fitnessu, że ten nasz trener fitnessu to prawdopodobnie jest gość młodszy od nas i gość, który przez 12 godzin na dobre zajmuje się fitnessem. My przez 12 godzin na dobre zajmujemy się jakąś pracą czy czymś innym i mamy na fitness powiedzmy godzinę dziennie. Więc też nawet porównywanie się do takiego małego gościa, młodego gościa, który ma kupę czasu na to, żeby się dobrze odżywiać, to jest de facto jego pracą i robi to cały dzień, plus możliwe, że używa jeszcze jakichś dodatkowych substancji, których nie raczej nie chcielibyśmy wprowadzać do swojej diety, no to też jest takim… A mi się wydaje, że dzisiaj ludzie jak odpalają Instagrama i patrzą tam na przypakowanych gości na plaży, którzy właśnie wyszli ze swojego Rambo, to oczekują, że jeśli im się nie uda oszczędzać takiego samego poziomu, no to odniosą porażkę w życiu. I to jest największy problem.
[KRZYSZTOF] I tak sobie myślę na przykład patrząc po przygotowaniach moich do maratonu wiedeńskiego obecnie trwających, już niedługo w sumie, kiedy to nagrywamy, to wiesz co było taką największą lekcją, którą ja miałem? Nauczenie się wolno biegać, żeby biegać szybko. To sobie na pewno do końca życia zapamiętam. w jakiej to skrajnej opozycji stoi versus Instagram, który odpalamy i to, co znajdujemy tam, kiedy chcemy w ogóle zacząć biegać. Nie tak sobie myślę o osobach, które nie biegają jeszcze, ale chcieliby zacząć na przykład i dostają na twarz, że kup sobie Nike Alphafly za 1700 zł i najlepiej po prostu zacznij od razu robić trójkę z przodu w czasach i to na pewno dobrze ci zrobi, nie? No to jest jakaś taka lekcja, moment definiujący, który ja na przykład wiem, że wykorzystam. Nie wiem jeszcze jak w przyszłości, ale oprócz biegania oczywiście jako anegdota czy jakaś opowieść. Natomiast ja na przykład mniejsze zagrożenie widzę w takim dzieciaku, który dostał pierwsze Nike i będzie je teraz szmatką przecierał i dbał, żeby nie było tam rysek. Wcale się nie boję, że stanie się jakimś świrem gadżeciarzem, czy gościem, który będzie miał szafkę w przyszłości z tymi butami i będzie to jego pasja. O to się zupełnie nie boję. Bardziej bym się bał, gdyby on je po prostu nie szanował, zniszczył i po prostu zapomniał tydzień później, że w ogóle mu tata je kupił.
[PRZEMEK] Albo wręcz powiedział, że to jest taki stary model. Czemu nie lepszy? Ja do twojego przykładu zbiegałem jeszcze bardziej. Chcieli wyjść pobiegać, dlatego, że ci goście, którzy biegają na Instagramie, to oni biegają wzdłuż plaży, albo wzdłuż pal, albo, wiesz, po pięknych terenach, a ty patrzysz i widzisz blokowisko, tak, albo widzisz szarą pogodę, którą mieliśmy jeszcze parę tygodni temu w Warszawie i już na takim podświadomym poziomie wiesz, że nie idziesz biegać raz, że nie masz sprzętu, oczywiście, ale dwa, że nie masz fantastycznej pogody i cudownych, wiesz, i drona nad sobą, który ci będzie nagrywał jak ty przyszedł po przełęczach górskich, wiesz…
[KRZYSZTOF] No albo manhattańskiego Downtown w tle, co sam sprawdziłem, bo jak Instagram działa na własnym przykładzie, bo właśnie podczas jednej z wizyt w Nowym Jorku sobie tam w New Jersey pobiegłem i tam jest wtedy w tle panorama Manhattanu Dolnego. No i zgadnij, czy to nie miało radykalnie więcej serduszek i wyświetleń niż jakiekolwiek zdjęcie z zawodów gdziekolwiek na świecie z medalem. Oczywiście, że miało obok w tle Manhattan, nie? Ale w ogóle fajnie, ale dobrze się tam biegło, to była dobra trasa biegowa, czy nie do końca? Tak, dlatego, że tylko to jest New Jersey, to jest fajne, dlatego, że w tle faktycznie widzisz cały ten Nowy Jork, tak naprawdę nie będąc w nim i tam w sumie mało kto biega, w sensie tam… biegają ludzie, żeby sobie zrobić jeden filmik, czyli przebiegną 200 metrów i schodzą, a takich ludzi, którzy biegają, biegają całym tym nabrzeżem, to może jest garstka dosłownie, no nie? Bo to jest niepopularne i to nie jest Nowy Jork, to jest New Jersey, tam się nie jeździ, nie? Także to tak a propos tripów podróżniczych , że po pierwsze warto się tam zatrzymać, a nie na Downtown, bo zaoszczędzicie ładnych kilkadziesiąt tysięcy złotych, a po drugie lepsze tereny do biegania tu.
[PRZEMEK] Wiesz co, to ja mam takie rozczarowanie, jak pierwszy raz biegłem po plaży i to ja widzę, że ludzie biegający po plaży zawsze są takie super, zwłaszcza, że zawsze te ujęcia są w idealnej pogodzie. Jak jest wschód albo w zachód, a plaża pusta, ale generalnie mi się po plaży biegło fatalnie, no bo tam się biegnie nierówno, bo raz dzień na noga ci się zapadnie. To ci się coś zamoczy, to przecież… Jezu, jak ja mam to przewieźć, chociaż 10 kilometrów, jakby no taką rolkę to ja nagram na Insta, tak, ale jak to zrobić trening?! Ściemniacze.
[KRZYSZTOF] No dokładnie tak! Dobra, to na koniec podpytam cię jeszcze o jedną kompetencję jutra, tak naprawdę, łamane na dziś, która wydaje mi się, bo powiedziałeś o swojej super sile, to ja też powiem o swojej, wydaje mi się szalenie istotna i taka, którą należy po dyskursie w ogóle społecznym podejmować, a mianowicie rezyliencja, albo inaczej zdolność do naprawiania rzeczy w swoim życiu. I mam tu na myśli relacje, budżet domowy, pomysł na siebie, ogólny worek wszystkiego. W Gallupie jest to sklasyfikowane jako talent, czy mocna strona Restorative. Ja ją mam na pierwszym miejscu w Gallupie, więc pewnie Cię to nie zdziwi, że tak bardzo mi jest blisko z nią. Natomiast ogólnie uważam, że to jest jedna z najbardziej istotnych kompetencji właśnie przyszłości, którą warto w sobie rozwijać. Taka kuloodporność, mówiąc zupełnie wprost.
[PRZEMEK] Jednocześnie jedna z głównie dlatego, że cały trend jest teraz taki, że wszystko, co się zepsuje, wymienia się na nowe, że zmienia się jak najszybciej, nie zostaje się przy tym samym, bo zawsze jest coś nowego, zawsze jest fajniejsza destynacja, lepszy sport, zawsze jest coś ciekawszego, fajniejsze buty, coś innego można robić, coś innego. Bardzo mocno jest premiowana taka powierzchowność teraz i ten switching cost, czyli ten koszt dokonywania zmian bez względu na jakim obszarze mówimy, no zazwyczaj jest dużo, dużo niższy niż to było jeszcze parę lat temu. Także to nawet w finansach widać, że jeśli teraz każdy ma dostęp do rachunku maklerskiego w telefonie. Daj tą akcję, to kupię, nie? To jest jakby zupełnie inaczej niż było kiedyś, gdzie faktycznie musiałeś coś tam więcej poklikać, więcej się zastanowić, że ty musisz mieć więcej czasu na to, żeby przemyśleć w sposób świadomy i podświadomy tą decyzję. Dlatego przykładowo cały czas nieruchomości są jedną z takich klas aktywów, które przynoszą wysokie stopy zwrotu, co wiąże się, pomijając kwestie gospodarcze, z samym faktem, że jakbyś chciał sprzedać mieszkanie, w którym teraz jesteś, to nie bez notariusza. On musi znaleźć czas, więc wszystkie możliwe, impulsowe zakupy są jakby kompletnie takie otępiane, tak, że nie jesteś w stanie je wykorzystać, więc wydaje mi się, że ta cecha, o której mówisz, będzie coraz rzadsza i coraz rzadsza, dlatego, że otoczenie będzie nas promować, żeby jednak być nie antykruchym, jak mówi Taleb, tylko być jeszcze bardziej kruchym.
[KRZYSZTOF] Ciekawe. Ułamkowe akcje i kupowanie w Revolucie są tego najlepszym przykładem. To rzeczywiście fajnie, że o tym wspomniałeś.
A najważniejsza rada, którą byś dał swoim dzieciom, albo dałeś, albo sobie z przeszłości, jaka by była dzisiaj?
[PRZEMEK] Jest to trudny temat. Nie ma jednego takiego złotego strzału, złotego środka. Nazywał, to pewnie tak jak w tym New Jersey, bardzo dużo lajków, bo ludzie szukają tego, ludzie szukają jakiegoś jednego złotego strzału, ale mi się wydaje, że nie tylko dziecku trzeba dać wędkę, ale trzeba przede wszystkim dać takiego skilla budowania własnych wędek, czyli budowania własnych narzędzi. Bo tak jak patrzymy na naszych rodziców, jeśli sobie spojrzymy na to, jakie rady dawali, oczywiście w dobrej wierze nasi rodzice nam, bo one w dużym mierze są, jeśli chodzi o karierę, takie nieaktualne, tak? Czyli stabilna praca w jakiejś państwowej firmie albo specjalizacja wąska i tak dalej, no to są takie sztabowe rady, które pewnie słyszeliśmy, które wynikały z tej trudnej epoki, w której oni żyli, tylko to była zupełnie inna epoka. Więc dzisiaj jakbym ja miał przewidzieć jaką radę taką, myślę, że miała być to jakaś rada zawodowa, miałbym dać swojemu dziecku, no to byłoby to o tyle trudne, że wolałbym się skupić na tym, pokazać jak budować różnego rodzaju narzędzia, gdzie szukać wiedzy. Dlatego ja zawsze wracam do tych książek i ciągle obstawiam ten zakład, że książki będą za 50 i 100 lat rozwoju innych form twórczości i raczej skupiam się na takiej umiejętności niż na wrzucaniu zasady i rady dobrze się przydają w takich relacjach, no stricte międzyludzkich, bo akurat to jest ta część, pomijając resztę świata i te technologie, która raczej się nie zmienia.
Ci ludzie, którzy żyli tysiąc lat temu, mieli pewnie te same obawy, plany i niepokoje, więc takie zasady międzyludzkie czy etyczne.
[KRZYSZTOF] Przemek, bardzo Ci dziękuję za Twój czas. Mam nadzieję, że to nie była nasza ostatnia rozmowa. Celowo zostawiłem sobie niektóre wątki, pokładając właśnie w tym tę nadzieję. Super się rozmawiało i mam nadzieję, że ta wartość też dla Was była dość duża z tego odcinka. Dajcie oczywiście o tym znać.
[PRZEMEK] Dziękuję za zaproszenie.
[MUZYKA]
Raz jeszcze, na koniec, żeby nie umknęło. Przypominam, zostaw na Apple Podcasts lub na Spotify taką liczbę gwiazdek, jaką uznasz za stosowną.
Do usłyszenia w kolejnym odcinku, a za dziś bardzo dziękuję.
[MUZYKA CICHNIE – KONIEC ODCINKA]



































































