#315 transkrypt – Twoja Rzecz, czyli być gadżeciarzem
Możesz pobrać transkrypcję w formacie .PDF.
Partnerami tego odcinka podcastu są wafle Grześki oraz NordVPN.
[MUZYKA]
Tu Krzysztof Kołacz, a ty słuchasz właśnie podcastu, „Bo czemu nie?”. Usłyszysz w nim o technologiach, które nas otaczają i nas w tych technologiach zanurzonych. Sprawdzam, pytam i podpowiadam jak korzystać z nich tak, aby to one służyły nam, a nie my im.
W dzisiejszym odcinku rozmowa z Mateuszem Kozłowskim, czyli Twoją Rzeczą, twórcą internetowym, który gadżetom i technologii poświęcił sporą część swojego życia.
Proszę, zostaw opinię na Apple Podcasts lub na Spotify. Twój głos ma znaczenie!
Zaczynamy.
[MUZYKA CICHNIE]
[MATEUSZ] Dobrze, dobrze. Wiesz co, żona chyba opłaciła rachunki za prąd, więc wydaje mi się, że jesteśmy bezpieczni. Słuchawki się ładują w trakcie, więc tutaj też jesteśmy zabezpieczeni. Kurczę, cieszę się, że zaproponowałeś to spotkanie.
[KRZYSZTOF] No i tak pięknie zaczynamy ten odcinek podcastu! Po drugiej stronie mikrofonu jest Mateusz Kozłowski, czyli Twoja Rzecz.
[MATEUSZ] Dzień dobry!
[KRZYSZTOF] Tak, no ja staram się gdzieś tam teraz zapraszać do siebie osoby, które są gadżeciarzami, freakami, tudzież pasjonatami, jak zwał, tak zwał, fan, bo je też mogą być, lubię to określenie zresztą, no i robią coś w swoim życiu, co jest jakby dookoła technologii osadzone. Jednakowoż nie tak, że modlimy się do jakiejś marki, tylko raczej w sposób taki pokazujemy, że ta technologia jest w naszym życiu obecna no i pokazujemy w jaki sposób. Tak sobie myślę, że u każdego ten sposób jest inny i to jest właśnie piękne w naszej bańce technologicznej, że można się od siebie sporo nauczyć. Mam nadzieję, że dzisiaj też się uda to, kiedy ty opowiesz o swojej przygodzie.
[MATEUSZ] Też na to liczę. Ja już się nauczyłem, jak obsługiwać Zooma. Dziękuję za zaproszenie i witam wszystkich, którzy też nas słuchają. Dla mnie to jest nowum pewne. Zresztą w notatkach, które mi wysłałeś, też było pytanie o to, czemu tylko YouTube, a czy myślałeś o podcaście. Więc też dziś się czegoś o sobie dowiem. Dowiem, czy ta formuła w ogóle mi pasuje i jak się w tym sprawdzam. Czy jest o czym gadać? Czy jestem w stanie zainteresować jakoś swoją historią?
[KRZYSZTOF] Nie każdy jest na Twitterze/X, więc na początek standardowo bym Cię poprosił Mateusz, żebyś powiedział po rozwinięciu już przeze mnie tego, że Mateusz Kozłowski to jest to samo co Twoja Rzecz, taka Twoja marka można powiedzieć, która ma taką nazwę.
Żebyś powiedział moim słuchaczom, kim ty jesteś na co dzień, czym się zajmujesz w ogóle, no bo pewnie nie tylko prowadzeniem profilu na X.
[MATEUSZ] Dzwonisz do mnie i rozmawiamy w bardzo takim dla mnie przełomowym momencie w życiu zawodowo, więc to chyba dobry moment w ogóle na taką rozmowę. Gdybym miał powiedzieć, kim jestem jeszcze trzy miesiące temu, to powiedziałbym, że jestem człowiekiem, który zajmuje się marketingiem w dużej firmie sprzedającej sprzęt audio do naszych domów.
Zajmowałem się tam social mediami, zajmowałem się tam YouTubem, zarządzałem po prostu tą całą produkcją, która się tam odbywała, bo tak też trzeba to nazwać produkcją, bo to była na dość mocno zakrojoną skalę działalność, więc zarządzanie ludźmi, ale to się skończyło trzy miesiące temu. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że nadszedł czas na zmiany, że potrzebuję tego, potrzebuję zmiany przede wszystkim. Ktoś by powiedział, że potrzebuję zwolnić, ale z drugiej strony od momentu, kiedy podjąłem decyzję, że chcę zacząć pracować na swoją markę, na swój rachunek, to w zasadzie to tempo wzrosło tylko i wyłącznie. Ta decyzja została przeze mnie podjęta w lipcu i zresztą z tym się zbiega też moja aktywność większa na kanale Twoja Rzecz, który w zasadzie funkcjonuje od 2020 roku, od maja. Wtedy opublikowałem pierwszy film na kanale Twoja Rzecz na YouTubie. To się zbiegło z pandemią. Zresztą to był 2020 rok, to jest kolejny przełom u mnie. Ja jestem taką osobą, tak jak sobie spojrzę wstecz, która daje z siebie bardzo dużo w pracy i to ma swoje plusy i ma swoje minusy.
Zacznę od plusów. Plusy są takie, że nie spotkałem się jeszcze z sytuacją taką, w której ludzie, z którymi pracuję, byliby niezadowoleni z tego, jak się ze mną pracuje. To jest zdecydowany plus, że tak jak patrzę, jak jestem odbierany i jak byłem odbierany w przeszłości, to było to zawsze pozytywne.
Natomiast druga strona medalu jest taka, że dużo biorę na siebie zawsze i zawsze dużo na siebie brałem, dużo od siebie wymagałem i to powoduje, że w pewnym momencie mówisz sobie, że… czasami jest tego za dużo. I w 2020 roku był taki moment właśnie, kiedy ja zresztą funkcjonowałem wtedy w branży akcesoriów do telefonów, więc branża mobilna i to gdzieś tam zawsze się kręcę w tych okolicach. Przyszła pandemia, ja akurat zarządzałem wtedy sprzedażą internetową i to był jedyny dział w firmie, który w tamtym okresie przynosił zyski firmie, bo wszystko się pozamykało, my działaliśmy też w galeriach handlowych, które zostały zamknięte. Ja zarządzałem właśnie tym działem internetowym, sprzedaży internetowej i ona lawinowo zaczęła rosnąć. Natomiast nie wiedzieliśmy tak naprawdę z czym się mierzymy jeśli chodzi o pandemię. Nikt nie wiedział, mój szef nie wiedział również zresztą jak to się potoczy i zaczęły się redukcje. Te redukcje ominęły mnie, bo byłem kluczową osobą w tamtym momencie w firmie. Natomiast dużo wtedy rzeczy się na mnie skupiło, żeby tą sprzedaż internetową, która rosła lawinowo, też obsługiwać.
[KRZYSZTOF] Z drugiej strony zobacz, wtedy akurat dzięki temu, że jakby ocalałeś, no to też można powiedzieć, że zawdzięczasz to temu swojemu uporowi. Więc w takich sytuacjach on się oczywiście przydaje, no ale jak pewnie zaraz wybrzmi z dalszej części tej historii.
Ma też to swoje ciemne strony. No i cały czas jak słucham o tej pandemii i nie wiem, to dla mnie jest abstrakcją branża produkcji akcesoriów do telefonów. W sensie ja kumam, że w pandemii ludzie szukali ujścia w wielu miejscach. My też skorzystaliśmy jako twórcy technologiczni na tym przeogromnie. Natomiast dalej gdzieś tam wiedząc, jak ta pandemia się dalej rozwinęła, kurczę, ciężko mi sobie jest to poukładać w głowie, że ludzie zaczęli masowo kupować, nie wiem, etui do telefonów. No a jak pokazują różne dane… Ludzie kupowali wszystko.
[MATEUSZ] Ludzie kupowali wszystko i to jest chyba sedno tego wszystkiego, że świat się nie zatrzymuje, człowiek się nie zatrzymuje. Człowiek potrzebuje funkcjonować dalej, jakoś się dostosować do tego wszystkiego i nieważne, czy to są rzeczy pierwszej potrzeby, bo okazuje się, że technologia też jest rzeczą pierwszej potrzeby. W sumie nie powinniśmy być zaskoczeni, bo przecież wszystko, co robimy teraz jest spięte z technologią. Więc tak, wszystko skoczyło. To, co się wydarzyło w internecie przerosło wszystkich. Ja funkcjonowałem przez dobre parę miesięcy właśnie na takim bardzo wysokim tempie, jeszcze wyższym niż standardowo. I zaczęło mi odmawiać posłuszeństwa organizm i też zaczęły się myśli o tym, żeby po prostu zwolnić.
I to był maj 2020 roku. Pandemia zaczęła się tak na pełen zicher w marcu, można powiedzieć w Polsce, kiedy się wszystko pozamykało. I to był moment, w którym ja stwierdziłem, że po pierwsze zwalniam, ale jednocześnie wiedziałem, że to nie może być na zasadzie, że ja rezygnuję z pracy i nic nie robię dla samej rezygnacji. Wiedziałem, że to jest, że to musi, ja muszę mieć rytm dnia, tym bardziej, że ja miałem takie założenie, w którym ja odchodzę i robię sobie taką przerwę, jeśli chodzi o pracę. Nie szukam niczego zastanawiam się nad tym co ja chcę robić, bo do tamtego momentu ja pracowałem w różnych formach w sprzedaży takiej stricte bezpośredniej sprzedaży. Potem też zarządzałem tą sprzedażą innych ludzi szkoliłem też ludzi jeśli chodzi o to, jak sprzedawać ta sprzedaż zawsze była u mnie kontakt z klientem bezpośredni kontakt z klientem. Ja się zastanawiałem czy ja na tamtym etapie życia to był 2020 rok więc 4 lata temu. Czy ja dalej chcę to robić? Mając 31 lat, teraz mam 35, więc rachunek był taki, że nie chcę, że chcę coś zmienić. Gdzieś kręciłem się cały czas wokół tego, że ta technologia się kręci wokół mnie, że lubię o niej opowiadać, że też bardzo często sprzedaję swoją historię ludziom, którzy kupują od nas, ode mnie różne rzeczy.
[KRZYSZTOF] No i też swoją wiedzę, którą tam latami gromadziłeś. To o tym sobie zaraz jeszcze powiemy. Tak słucham sobie tej historii. Ona jest dosyć podobna do tego momentu, jak historia Bartka Zawieszy, nieAntyfana. Pozdrawiamy serdecznie! Też ze względu na sprzedaż, z której oboje wyrośliście. I tak sobie myślę… Kurczę, że coraz więcej spotykam osób, które, akurat Bartek to było grubo przed trzydziestką u niego, choć też nie jakoś strasznie, spotykam też osoby po trzydziestce i to grubo po trzydziestce, które no właśnie potrzebują zrobić taką przerwę. I myślę sobie, że chyba mamy takie czasy, w sensie nasze pokolenia, moje i twoje zostało chyba przeładowane, w sensie ktoś przekręcił ten jakby suwak trochę za daleko. No i myślę, że pandemia to tylko skatalizowała.
I miałeś te technologie, w sensie, że jak zrobiłeś tę przerwę, to coś zostało jednak. Bardzo dużo osób nie ma tego komfortu i też mówię o sobie, bo historię dosyć podobną miałem. Tak sobie myślę, że to się musiało w jakimś momencie zacząć. Kiedy w ogóle ty się zacząłeś otaczać technologią czy elektroniką użytkową? No nie wiem, tak intencjonalnie, tak? W sensie, że poczułeś, że to jest twój bzik, że masz bzika na punkcie właśnie jakby gadżetów, nie?
[MATEUSZ] Musiałem się nad tym zastanowić bardzo poważnie, bo to też jest kwestia zdefiniowania trochę, ja musiałem trochę zdefiniować siebie przed tą rozmową, wiesz, żeby sobie te takie kamienie milowe określić. Najpierw przyszedł mi do głowy Pegasus. Jeśli chodzi o takie, powiedzmy, że różne skojarzenia obecnie budzi słowo Pegasus…
[KRZYSZTOF] Kartridże, tysiąc gier czy milion gier na jedno. Pamiętamy!
[MATEUSZ] Tak, ale to nie jest ten moment. To jest mimo wszystko gdzieś taka zajawka dziecka i rzecz, która faktycznie jest mocno osadzona w mojej świadomości. Ale to nie mogę tego nazwać zajawką, bo w tamtym momencie, w dalszym ciągu, zresztą połowę mojego dzieciństwa to jest sport, później też ten sport się bardzo mocno przewijał, ale taki moment, w którym zaczęła się nakręcać spirala, jeśli chodzi o kupowanie kolejnych urządzeń, to był pierwszy telefon. Pierwszy telefon, pierwsza komórka. To był Samsung SGH-R200, bo sobie sprawdziłem też, jaki to był model.
[KRZYSZTOF] Patrz, jaką ci wycieczkę sentymentalną zafundowałem!
[MATEUSZ] Ale wiesz co? I jakbym miał powiedzieć jakie produkty w ogóle takie technologiczne to wszystko zaczęły? To były to po prostu telefony. Bo jak sobie to prześledzę, to tak, ten pierwszy telefon spowodował, że klikałem, dużo w nim siedziałem. Może tych funkcji była tam ilość ograniczona, przecież to były proste urządzenia wtedy. Ale te telefony między sobą się bardzo różniły. My bardzo zwracaliśmy uwagę wtedy na to, jaka jest formuła danego urządzenia, jaki on ma rozmiar. Był taki moment, w którym te telefony robiły się coraz mniejsze i to nas pasjonowało. To nas zachwycało, że te urządzenia można schować do coraz mniejszych kieszonek. Też zapadło mi w pamięć, bo to mniej więcej jest ten sam okres, kiedy ja dostałem swój pierwszy telefon. Dostałem, bo dostałem go od rodziców wtedy.
Umęczyłem ich bardzo mocno. To był okres gimnazjum. Natomiast mój przyjaciel z tamtych lat miał wtedy Nokia 3220, a to był taki model, który miał obudowę, która świeciła. Miał takie cztery diody LED, po dwie na każdą stronę i miał też wbudowaną kamerę.
Mój telefon kamery nie miał wbudowanej, a na tamte czasy telefon z kamerą, no to on dawał już nowe możliwości i mam taką… Mnie bawi ta historia w dalszym ciągu, bo pamiętam jak Piotrek, tak ma na imię, przyjaciel, staliśmy przed momentem wyboru liceum po gimnazjum. Pamiętam, jak Piotrek pojechał właśnie do jednego z liceów warszawskich na dni otwarte. Ja wtedy nie mogłem pojechać, bo chyba miałem jakieś treningi.
Przez ładnych parę lat trenowałem siatkówkę do wieku juniorskiego, więc nie mogłem wtedy poświęcić tego czasu. On pojechał na te dni otwarte i pamiętam, że ja decyzję o wyborze liceum podjąłem, tam było kilka tych czynników, ale przede wszystkim musiałem mieć blisko na treningi wtedy, więc dla mnie było ważne, żeby to było blisko. Ale pamiętam, że Piotrek nagrał mi na tej Nokii dokumentację wideo, jak wygląda ta szkoła, jak wyglądają szkolne przestrzenie. Ja na tej podstawie też, i to też był dla mnie argument. Zobaczyłem tą szkołę, ale fajnie, old school. Ta szkoła wyglądała bardzo oldschoolowo wtedy.
[KRZYSZTOF] Prawdopodobnie to był format .3GP tego filmiku. Dla nerdów musiałem dodać…
[MATEUSZ] Prawdopodobnie tak! Także zaczęło się od tego okresu gimnazjalnego i potem już to była taka spirala, gdzie te telefony się zmieniały, bo to były. Kolejnym telefonem była Motorola z klapką V220. To było pierwsze zetknięcie ze światem Apple, można powiedzieć, bo to był model E398. Czyli miał swoją edycję Rocker. Tak, taką białą. Ja pamiętam, że ja go sobie zmodyfikowałem. Właśnie wgrałem sobie tą nakładkę z iTunes, żeby móc sobie trochę zasmakować tego świata. To był okres iPodów, a ta Motorola trochę odzwierciedlała już ten layout iPodów. No i po prostu podobała mi się bryła tego telefonu. I tak mógłbym wymieniać, pytanie czy mam tak wymieniać, bo mogę tak wymieniać?
[KRZYSZTOF] Nie, nie, nie, absolutnie nie będziemy tutaj Słuchaczy katować wymienianiem po kolei telefonów, które kupowali nerdowie, którzy nie mieli na to pieniędzy, jeszcze za pieniądze rodziców, to spokojnie. Nie, nie, nie, to by oznaczało absolutny koniec wszystkich, nas wszystkich, natomiast ten telefon, który mówi, że się świecił tak po bokach, to była taka moda na RGB w telefonach, zresztą niektórzy producenci nawet dzisiaj próbują to dalej wskrzeszać, na szczęście jest ich niewielu.
Natomiast ja pamiętam wtedy też, że te czasy aparatów w telefonach, jeszcze czasy Siemensa C60, który już ostatni model obiecuję z retro, który dzisiaj pada w tym odcinku, z dopinanymi aparatami, które tam kosztowały chyba parę stówek, tak dopinanymi, dla młodszych słuchaczy podkreślę, bo tak te czasy wyglądały, to pamiętam, że nawet w podstawówce mojej, to jak ktoś miał, a miała to jedna dziewczyna, taki model telefonu, to od razu było wiadomo, że ma bogatych rodziców. Mówiąc zupełnie wprost, mieć telefon z aparatem wtedy, niesamowite.
No dobra, i czy wtedy już jakby w Twojej głowie było to gdzieś tam nazywane, szufladkowane może, że to jest ta Twoja Rzecz, że technologia to jest właśnie to coś, co Cię napędza gdzieś tam jako pasjonata po prostu, no bo na koniec dnia to jest po prostu czysta pasja. No i pewnie od tego też się wzięło to określenie, ta nazwa teraz Twojej twórczości, Twoich kanałów, czyli Twoja Rzecz właśnie. Właśnie, mam rację?
[MATEUSZ] Nie do końca. Odpowiedź na to pytanie będzie zaskakująca. W ogóle ja uwielbiam tą nazwę, bo ona daje mi potężne możliwości, żeby uderzać naprawdę w różne segmenty produktów i opowiadać o naprawdę różnych rzeczach. Nie chcę, żeby ten kanał mimo wszystko się skupiał na produktach mobilnych, na elektronice konsumenckiej, ale naprawdę tę nazwę uwielbiam, a w wymyśli miał mój dziadek.
[KRZYSZTOF] Co ty mówisz?!
[MATEUSZ] Oczywiście nie zrobił tego świadomie, ale ja myślę, że też w ogóle ja muszę powiedzieć, że bardzo ważną rolę, bo to taka dygresja, ale ta rozmowa myślę, że będzie dygresyjna, bo jestem bardzo dygresyjny.
We wszystkich decyzjach i w tych takich przełomowych momentach, przede wszystkim zawodowych, bardzo duże wsparcie daje mi moja żona. My wszystkie decyzje podejmujemy razem tego typu. I ona też triggeruje mnie do różnych tych moich realizowania tych pasji. I to jest myślę taka wartość dla mnie absolutnie bezcenna w tej kwestii i wspominam też o mojej żonie, bo ona ma naprawdę mnóstwo dobrych pomysłów i jednym z takich pomysłów też była Twoja Rzecz, bo razem myśleliśmy o tym, jak ten kanał powinien się nazywać i nie będę przytaczał nazw alternatywnych, bo one są absolutnie, jak sobie teraz pomyślę, to był to po prostu strzał w płot. Natomiast moja żona wpadła na pomysł taki, że słuchaj, a gdyby to była twoja rzecz, bo przecież twój dziadek tak często mówi. I dlaczego tak mój dziadek mówi? Bo ja przychodzę czasami, mówię o tym, że byliśmy, dziadek, byliśmy na świetnym, mieliśmy świetny urlop, byliśmy w Zakopanem, byliśmy gdzieś w Włoszech. Zobaczyliśmy, albo nie wiem, kupiliśmy sobie, no ja z elektroniką do dziadka nie lecę, bo to go kompletnie nie interesuje, ale mogę powiedzieć, że kupiłem na przykład jakąś kanapę do mieszkania, a dziadek bardzo często puentuje to machnięciem ręki i mówi:
Twoja rzecz, twoja rzecz…
[KRZYSZTOF] Mi się też wydaje, że to otwiera tak naprawdę swego rodzaju przedpole, tworzy przedpole, że to może być wszystko, ta twoja rzecz, a z drugiej strony to jest takie nieoceniające. W sensie to machnięcie, teraz sobie wyobrażam, o czym ma wyobraźni ręką przez dziadka i powiedzenie coś w stylu… charakterystyczne dla tamtych pokoleń. My już tak nie mamy. My zaraz musimy się do czegoś odnieść, znaleźć jakiś punkt tego odniesienia, ocenić, powiedzieć, że my się z tym zgadzamy lub nie, lub mamy inaczej. Oni tak nie mieli, nie? W sensie, bo na koniec dnia, no co kogo obchodzi, czego ty używasz, nie? Składa mi się ta historia w głowę teraz.
[MATEUSZ] Tak, poza tym musimy brać pod uwagę, że te naprawdę starsze pokolenia, pokolenia naszych dziadków, czyli dziadków rocznika ’89, tak jak w moim przypadku jest, oni są z kompletnie innej gliny. Oni nie byli, nie otaczali się rzeczami, bo tych rzeczy nie było. Po prostu.
I z tego względu, jeśli my przychodzimy z takim pełnym entuzjazmem, że kupiliśmy to, kupiliśmy tamto, pojechaliśmy tu i tam. Pokolenie naszych dziadków tego nie miało, nawet bo nie zostało wychowane w taki sposób. Tam wydaje mi się, że wartością samą w sobie było to, żeby móc spędzić ten czas z rodziną, żeby zapewnić te podstawowe takie warunki po prostu do mieszkania, żeby nie mieli dużych potrzeb po prostu. Bo też nie były one tak rozbuchane, jak są teraz.
Po prostu są te możliwości. I z tego względu myślę, że to jest też taki trochę mechanizm obronny na tej zasadzie, że mój dziadek jest człowiekiem pracy. On zaczął pracować bardzo wcześnie w wieku nastoletnim i on całe życie pracował teraz w lidze, że od wielu lat na emeryturze jest i zawsze wyszukuje sobie jakieś rzeczy do pracy. Natomiast chodzi o to, że w jego przypadku faktycznie to było takie machnięcie, tak jak dobrze to zdefiniowałeś, a my jesteśmy tacy przebodźcowani, że my się cieszymy tymi rzeczami, na które ciężko pracujemy też i poświęcamy na to czas. Mamy te możliwości, żeby wydawać te pieniądze na różne sposoby.
[KRZYSZTOF] No i cóż, Twoja rzecz, nasza rzecz.
O ile się cieszymy, o ile mamy czas się cieszyć, bo to też jest temat na zupełnie inną dyskusję. No dobra, to zaczęło się bardzo ciekawie robić w tym naszym gadaniu dzisiejszym. Zanim się poproszę o powiedzenie, z jakiego setupu dzisiaj korzystasz, to chciałbym jeszcze na moment nawiązać do tego, co powiedziałeś a propos tej twojej rzeczy i samej nazwy, bo to jest parasolowe. No wiesz, też gadasz z gościem, który nazwał podcast, bo czemu nie? I teraz sobie może do niego dokleić w sumie wszystko, co też zrobił, bo niedawno, słuchajcie, właśnie jeżeli jeszcze nie wiecie, to niedawno uruchomiłem nowy podcast o kawie, nazywa się… Uwaga, uwaga: „Kawa. Bo czemu nie?”.
No właśnie, dwóch gości się spotkało, którzy wymyślili dosyć plastyczne nazwy dzisiaj, więc rozumiem całkowicie o czym mówisz i myślę, że to też z punktu widzenia twórcy jest ciekawe wyzwanie, bo tak naprawdę ty definiujesz, co się zmieści tak naprawdę na koniec dnia pod tym parasolem. Możesz zdefiniować i zdecydować, że zmieści się tam za dużo rzeczy i ludzie zgłupieją, tak czasami też bywa. Więc jest to ciekawe, ale też fajnym treningiem jest dla Ciebie, żeby też widzieć, co tak naprawdę jest tym rdzeniem, bo raczej nie wszystko.
Powiedziałeś o tej technologii mobilnej, która u Ciebie gdzieś tam przoduje. Mamy 2024, 2024 rok i kurczę, tak się zastanawiam, czy już byś zaryzykował stwierdzenie, że tym wszystkim będzie za kilka lat rządziło, czy będzie dlatego fundamentem AI, sztuczna inteligencja? W sensie ty jesteś mentalnie na to gotowy?
[MATEUSZ] Mentalnie nie wiem, ale trochę podchodzę do tego na tej zasadzie, że trzeba będzie być gotowym. Czyli utylitarnie bardziej wydaje mi się, że też to moje pokolenie jest dość dobrze zaprawione w bojach jeśli chodzi o te kwestie związane z zmianą sposobu życia bo to życie naprawdę było jeszcze pamiętamy, nasze pokolenie pamięta życie w bardziej taki analogowy sposób i jest do tego przystosowane.
[KRZYSZTOF] Szczerze? Ja za to mega często dziękuję. W sensie, że mogę pamiętać czasy bez internetu, albo czasy Neostrady i DSL-ów i nabijania impulsów telefonicznych, za serfowanie w internecie. Dzisiaj nierealne z punktu widzenia obecnych pokoleń, czy generacji Z chociażby, nie?
[MATEUSZ] Tak, tak. To znaczy, no jeśli, oczywiście, jeśli chcę sobie jeszcze przypomnieć jakieś czasy analogowe, to idę na Pocztę Polską i korzystam z jej usług. Wtedy troszkę można zejść na ziemię.
[KRZYSZTOF] Ten sam szampon, co stał za dzieciaka w dziewięćdziesiątym którymś, dalej tam stoi!
[MATEUSZ] Tak, ale też w ogóle forma nadawania wszelkiego rodzaju listów też jest taka jeszcze w dalszym ciągu zacofana tam i ostatnio się złapałem na tym, że miałem poczucie, jak mnie goni czas, że to trwa za długo, że jak robię to w formie paczkomatowej bądź po prostu nadając przez kuriera, to dzieje się dużo szybciej niż dzieje się to na poczcie.
Także jestem pełen obaw, jak to będzie wyglądać. Sama Twoja Rzecz chciałbym, żeby było takim medium, które ma takie behawioralne podejście do elektroniki i bardziej ludzkie, troszkę wolniejsze, trochę spokojniejsze. Natomiast w przypadku AI i tego wszystkiego, co się po prostu dzieje z technologią, jaki jest ten główny nurt, to wszystko zmierza do tego, by robić wszystko bardziej produktywnie, szybciej i mam obawy z tym związane, bo mam też poczucie, że ja jestem człowiekiem z innej gliny ulepionym. Nie jestem człowiekiem, nie mam poczucia, że ja łaknę przyspieszania różnych procesów, więc gdybym miał gdzieś siebie na tej linii określić, to bym powiedział, że jestem raczej konserwatywny.
I z tych narzędzi będę chciał korzystać, ale będę chciał może tak nadrobić taki stracony czas, żeby to robić bardziej świadomie niż to robimy obecnie z telefonami, które nas totalnie zdominowały i bardzo często przecież jeśli człowiek się nie kontroluje, to ma się poczucie, że przewinęło się palcem godzinę, dwie, trzy ze swojego życia i w zasadzie nic ciekawego człowiek się nie kontroluje.
[KRZYSZTOF] Ja mam taki insight prywatny w kontekście tego, co przed chwilą powiedziałeś, dosyć spójny, ponieważ ja jeszcze część gazet czytam w papierze.
Niedużo ich jest. To są pojedyncze tytuły. Dla przykładu „The Economist” jest takim tytułem. Po pierwsze te gazety nigdy nie były tanie, dalej tanie nie są, ale dzisiaj mam wrażenie, że dla wielu to jest już naprawdę coś. Inaczej ludzie wydają pieniądze na gazetę i cały czas będzie się im wydawała za droga, niż na kolejną subskrypcję w internecie, co jest cholernie przykre. Natomiast obserwacja z tego, że czytam jeszcze część na papierze rzeczy, jest następująca.
W takim jednym wydaniu, no niech będzie tego „The Economist”, jestem w stanie złapać 90% ciekawych tekstów, długich, krótszych. Nie zawsze jest to felieton, ale jednakowoż takich, z których dowiem się czegoś, na co nie trafiłem jakoś magicznie w tej konkretnej formie w internecie. I teraz co ja mam na myśli w tej konkretnej formie mówiąc? Chodzi mi przede wszystkim o to, że kiedy czytam artykuły w papierze, to mam wrażenie i takie przeczucie po prostu, że ktoś czyta. Pisze po pierwsze prawdę, po drugie spędził długie godziny nad tym, żeby w ogóle te zdania w ten, a nie inny sposób ułożyć i to nie ma znaczenia, że to jest angielski czy polski. To po prostu głowa w jakiś magiczny sposób wie. Być może dlatego, że pamięta jeszcze czasy sprzed internetu, nie wiem. Ja dużo czytałem za dzieciaka różnych gazet i ja tego nie znajduję w internecie w takiej samej formie, w sensie w tak pogłębionej formie, w takiej formie, która niby ma tytuł dla przykładu śmierć social mediów, ale z drugiej strony jest tam w środku, w tym artykule. Tyle rzeczy, na które ja jakimś sposobem nie trafiam w internecie, gdzie jest codziennie jakiś artykuł o takim podobnym tytule, popartych badaniami, popartych pewnego rodzaju mocnym fundamentem socjologicznym, że po prostu nie wiem, co by się musiało stać, żebym to odnalazł w internecie.
Być może, któryś raz już to w tym podcaście powiem, płatny internet jest tutaj odpowiedzią. Być może, ale jednakowoż, kurczę, no ja mam sentyment do takiego pogłębionego researchu i właśnie w formie papierowej. Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, czy nie.
[MATEUSZ] Zgodzę się, ja jeszcze widzę inne plusy i unikalność takiej formy papierowej, mianowicie no właśnie ta unikalność. Została wykonana praca, która potem zostało to oddane do druku i to już poszło w świat.
Tego już nie zmienisz. To po prostu te słowa już są, już się wydarzyły. Natomiast w internecie, w rzeczywistości, w której teraz żyjemy, a też zresztą choćby z mojego ostatniego stanowiska pracy mam takie teraz przemyślenia, że przecież artykuły obecnie są aktualizowane. Jest taka łatwość, żeby te swoje myśli zmodyfikować, czy to pod roboty Google’a, czy po prostu, żeby dana treść była aktualna. Natomiast w przypadku gazety to jest taki trochę… To ma w sobie dużo romantyzmu, że po prostu jest ta praca raz wykonana i trzeba się zmierzyć z konsekwencjami swoich słów, czyli napisałem jej i one poszły.
Jeśli chcę… dokonać jakiś korekt w swoich opiniach na temat danego tematu. Mówię teraz z perspektywy autora, który to napisał. No to po prostu trzeba to napisać na nowo. Trzeba znowu usiąść, znowu zrobić research, czasami odnieść się do właśnie tego artykułu poprzedniego swojego. A w internecie obecnie to jest tak, że pewne treści pod danym adresem URL, one ewoluują przez parę lat tak naprawdę i są tylko czasami delikatnie modyfikowane. Ja mówię oczywiście z perspektywy pozycjonowania teraz, bo trochę wchodzimy w zagadnienia, znaczy ja wchodzę w zagadnienia tego, z czym funkcjonowałem przez ładnych parę lat, bo to przez, no tak, ładnych parę lat funkcjonowałem w takich okolicznościach.
[KRZYSZTOF] To bardzo dobrze, że to robisz, bo tak sobie myślę jeszcze a propos tego dziennikarskiego rdzenia, czyli jakby właśnie pisma drukowanego, no to jeżeli ktoś chciał coś sprostować, to publikował coś, co nazywa się fachowo sprostowaniem. I to ma inny wydźwięk w ogóle wtedy, prawda? Oczywiście.
Oczywiście i to jakby w internecie też się sprostowania publikuje, tylko zauważ, że jak się już publikuje, to dookoła tego jest jakaś spora aferka, jak nie afera.
A w gazecie, jak się takie coś znajdowało, to miałeś świadomość, że ktoś naprawdę musiał mieć odwagę, taką społeczną, żeby się przyznać, w sensie, tak jak ty mówisz, ten rdzeń, że to jest wydrukowane, kolportowane, etc., też daje takie przeświadczenie, że ktoś to wysłał do druku, a ten, który napisał o bezprostowaniu, wie, że od tego momentu on już się nie może wycofać. Nawet jeżeli, no nie wiem, lajki będą wskazywały, czy jakieś tam internetowe dramy, że powinien jednak nie publikować. Zobacz na to z tej perspektywy. Niesamowicie inny świat.
[MATEUSZ] Ja mam poczucie, że obecnie słowo bardzo straciło na znaczeniu. Dlatego tak bardzo boli mnie w ogóle ten fakt, że ono straciło na znaczeniu, bo nasiąkamy po prostu tymi zwyczajami i to troszkę boli. I chyba też w pewien sposób to jest powodem, dla którego twoja rzecz wygląda w taki, a nie inny sposób, bo ja też, jeszcze przejdziemy pewnie do tego, ale to, że ten kanał powstał, to też jest wypadkową tego, że ja nie miałem za bardzo w tej przestrzeni polskiej poczucia, że mam takiego autora, który by do mnie mówił moim językiem.
[KRZYSZTOF] To jest super motywacja, powiem Ci, że jeżeli chodzi o twórców, to wiele zagranicznych dużych nazwisk w taki sposób decydowało się zaczynać. Także ja jestem zbudowany, jeżeli to mówisz, bo to chyba najlepsze, co można zrobić na zasadzie, oczywiście to też ma ciemne strony, jasne, można gdzieś tam jadąc tylko na czubku swojego nosa zaklinać rzeczywistość. No ale jeżeli to jest takie szczere i gdzieś tam z serducha, no to na koniec ja myślę, że najlepsze, co można komuś dać, to jest to, z czego po prostu tobie brakuje, bo to wtedy jest po prostu pozbawione jakichś takich prób kopiowania kogoś.
[MATEUSZ] To też nie jest tak, że ja powiem, że po prostu chciałem zrobić coś, co będzie trochę odbiciem mojej osoby i że to na 100% zagra, bo to podlega ocenie.
I te ostatnie miesiące, które spędziłem z kanałem tak intensywnie, to jest od lipca zeszłego roku, 2023 roku.
One mnie utwierdzały w przekonaniu, patrząc na ten feedback, który gdzieś tam się pojawiał w komentarzach pod filmami czy w wiadomościach prywatnych, że są odbiorcy, bo ostatecznie robimy to dla odbiorców i gdybym ja nie dostał tego feedbacku, to ja bym się pewnie też nie odważył na to, żeby rzucić się na tą głęboką wodę. Natomiast ta informacja zwrotna była i to m.in. ja mógłbym powiedzieć, że to widzowie są trochę odpowiedzialni też za to, że tę decyzję podjąłem o zmianie tego kierunku, bo gdybym nie miał tego przekonania, że są ci odbiorcy i że jest bardzo duży potencjał ukryty w tym, że okazuje się, że można mówić w sposób trochę spokojniejszy i gdzieś się zwolnić. Nawet w mówieniu teoretycznie o rzeczach, które mają tą naszą pracę i to nasze życie przyspieszyć, to jednak ma to odbiorców. I ja widzę każdego dnia, że ma coraz więcej. I to szalenie mnie to cieszy. I strasznie mnie to motywuje!
[KRZYSZTOF] Dobrze, to przejdźmy teraz do tego, na co pewnie część z moich słuchaczy czeka od samego początku, czyli żebyś opowiedział, jak wygląda twój aktualny setup i dlaczego akurat w ten sposób. I myślę, że z tego nam wyjdzie, kiedy zacząłeś tak naprawdę przygodę z Apple, no bo jednak ono jest zrodzeniem tego podcastu, ale być może za tym kryje się coś ciekawszego niż po prostu chęć posiadania jabłka.
[MATEUSZ] Zaczęło się od iPhone’a 4. To był mój pierwszy iPhone. Na studiach pamiętam, że go kupiłem i to była dla mnie naprawdę… Ja tutaj nie będę odkrywczy, to była dla mnie rewolucja i sposób, w jaki można było przede wszystkim przeglądać internet, bo to była chyba dla mnie największa korzyść z posiadania iPhone’a To doświadczenie przeglądania internetu w sposób dość bliski temu, co znaliśmy już wtedy z komputerów i swoboda, więc zaczęło się od niego. Później kolejnym urządzeniem był dopiero Apple Watch, więc to bardzo duży przeskok był pomiędzy pierwszym a drugim urządzeniem. Moim pierwszym Apple Watchem była czwórka i tę czwórkę w dalszym ciągu mam u siebie. Stalowa czwórka i zresztą też planuję nakręcić film na ten temat, bo ja jestem absolutnym fanem stalowych zegarków od Apple i wiem, że to jest ten materiał zegarka, który polecałbym absolutnie każdemu. Jeśli ktoś chce z tym zegarkiem spędzić więcej czasu i mieć trochę większe poczucie, że ma się zegarek bliższy temu takiemu tradycyjnemu, to ta stal nierdzewna jednak daje kompletnie inne poczucie w obcowaniu niż aluminium.
[KRZYSZTOF] To moi słuchacze wiedzą, że ja jestem tylko team stal nierdzewna i moje próby były całe cztery zegarków aluminiowych, w sensie Apple Watch oczywiście, bo nie mogę się wypowiadać za inne marki, kończyły się w taki sposób przy moim uprawianiu sportu biegowego i kalisteniki, że po prostu znikały z powierzchni Ziemi.
[MATEUSZ] Właśnie ja się dowiedziałem, wiem, że robiłeś podejście do modelu Ultra.
[KRZYSZTOF] Tak, robiłem i się obraziłem na niego ze względu na to, jak wygląda. No i to jest bardzo osobiste, ale to w końcu mają być nasze rzeczy, co to jest trochę ciebie. I to nie jest moja rzecz. W sensie Apple Watch Ultra z tym, jak on wygląda… nie jest dla mnie spójny z tym, gdzie idzie Apple i gdzie Apple zawsze było.
W sensie wyglądu. Ja nie ukrywam, że mógłbym mieć spokojnie zegarek sportowy taki jak Garmin czy Coros, ale no on by był akceptowalny dlatego, że to są marki kojarzone stricte ze sportem i tutaj jest ta percepcja u mnie zupełnie inna. Apple Watch dla mnie jest takim produktem, który ma godzić świat mody, który lubię, ze światem sportu i właśnie ta jego stalowa wersja dla mnie, podkreślam dla mnie, robi to w sposób taki najlepszy na ten moment. Ja nawet niekoniecznie chciałbym zmiany bryły tego urządzenia, w sensie nie mam z tym problemu, że ono cały czas wygląda podobnie, nie? No ale to ja.
[MATEUSZ] A ja mógłbym się podpisać pod to, co powiedziałeś, bo moje zetknięcie z Ultrą było takie, że ja absolutnie doceniałem tę technologię, która jest tam zawarta. Chyba najbardziej doceniłem ekran, który jest bardzo czytelny i ten rozmiar, który tam występuje powoduje, że dużo rzeczy robi się po prostu wygodniej na tym zegarku i po prostu się, bym powiedział, nawet intensywniej się z niego korzysta, jeśli chodzi o samo operowanie po funkcjach zegarka, przez to, że jest po prostu większy ten ekran. Natomiast ja bym go, jak przysłuchiwałem się Twoim wrażeniom z obcowania z nim, to one były bardzo podobne do moich. Ja bym, gdybym miał to streścić w jednym słowie, to bym powiedział, że po prostu on jest dla mnie – zbyt ordynarny. I nie jestem do tego przyzwyczajony. Ty świetnie to określiłeś, że to trochę produkt, który nie pasuje pod kątem formy do Apple. Mam wrażenie, że Apple tą komunikację ma taką soft, delikatną. W wielu kwestiach jest bardzo taki gładki ten przekaz, a Ultra jest kompletnie inna. Zresztą chyba jedyne urządzenie z nazwą Ultra w nazwie, jeśli chodzi o Apple, tak mi się wydaje. Także siedzę na tym Apple Watchu Series 4. Wymieniłem w nim baterię niedawno i nie wiem, kiedy wymienię ten zegarek, bo działa bardzo fajnie.
Naprawdę, po tych już w tym momencie czterech latach, którego mam, kończę tę dygresję. Jest czwórka, która była drugim urządzeniem u mnie.
Potem się pojawił iPad podstawowy. To był rocznik jeszcze w rozmiarze 9’7-cala.
I on w dalszym ciągu u mnie jest, mimo że mam też już iPada Pro 12,9-cala, ostatniego przed M1. I tamtego iPada sobie zachowałem, bo po prostu stwierdziłem, że są takie urządzenia, których nie warto sprzedawać, bo zaraz może się okazać, że będę go potrzebował w jakiejś prostszej formie i faktycznie gdzieś ten iPad. Choćby pod kątem zmiany statusu na ojcowski może się przydać taki iPad! Więc jest iPad podstawowy, jest również iPad Pro.
Jest MacBook Pro 14-calowy z M1 Max w konfiguracji 1 TB, 32 GB RAM-u. No i jeszcze są głośniki, HomePody. Pojawił się też ostatnio większy HomePod. Udało mi się go kupić w Wiedniu. Też zrobiliśmy sobie taką wycieczkę z moim przyjacielem Bartkiem do Wiednia i zresztą to chyba była moja pierwsza wizyta w Apple Store wtedy. Ja w ogóle bardzo późno pojawiłem się pierwszy raz w Apple Store, bo to było w zeszłym roku.
[KRZYSZTOF] Jakie były te wrażenia z punktu widzenia tego, że jednak już jesteś w tym ekosystemie i jakoś nie było wam po drodze? Widzisz różnicę względem polskich APR-ów? Czy to już jest taka granica bardzo niewielka?
[MATEUSZ] Na mnie chyba największe wrażenie zrobił brak kas. Takie swobodne poruszanie się pomiędzy… W zasadzie cały sklep jest pokryty tymi urządzeniami. Ciężko znaleźć takie centralne miejsce w tym sklepie, bo z reguły mamy świadomość, mamy takie poczucie, że to kasa jest tym centralnym miejscem, takim docelowym i ostatnim punktem przed wyjściem ze sklepu. Zapłacić, odebrać i wyjść. A tam tego brakuje.
Ale muszę przyznać, że chyba spodziewałem się, że to będzie jakieś WOW, ale w sumie nawet ciężko mi zdefiniować, czym to wow miało być. Na pewno zrobiło na mnie wrażenie, że widziałem, jak pracownicy w takiej strefie Genius Bar sobie rozmawiali z ludźmi, którzy umówili sobie wizytę na doszkolenie się z działania pewnej funkcji. I to mi się bardzo podobało, bo to była taka dość gwarna strefa wymiany poglądów i to mi się bardzo podobało.
Natomiast tak, to ten sklep bym powiedział jest bardzo normalny, ale znowu taki czysty, taki uśmiechnięty. Ci pracownicy też mają jakąś sobie taką energię. To wszystko jest na pewno zamierzone, ale ja jestem ciekawy, jak wygląda ta perspektywa pracownika takiego Apple Store’a, bo te zdania są podzielone. Kiedyś, bodajże parę lat temu wyciekła jakaś taka afera po stronie amerykańskiej, jeśli chodzi o tą prawdziwą twarz pracy w Apple Store’a, że ten uśmiech nie zawsze jest tylko tym uśmiechem, a za fasadą jest też sporo wyrzeczeń i też tych złych emocji. No ale było to ciekawe doświadczenie. Na pewno jest to sklep widać troszkę inny niż pozostałe.
[KRZYSZTOF] Wiesz co, to ja powiem jeszcze ze swojej perspektywy, bo parę tych Apple Store’ów na świecie zwiedziłem i w każdym w tym momencie jakby realizowane jest coś takiego jak Today at Apple, czyli jakby takie szkolenia, sesje szkoleniowe z różnych elementów ekosystemu i to też jest taki aspekt edukacyjny, którego u nas zupełnie nie ma praktycznie w kraju, które my robimy. Jako twórcy niezależni tak naprawdę i to jest duży minus i brakuje tego, bo to nie jest też tak, że jak rozmawiam z osobami spoza świata technologii tak mocno jak my, czyli osobami, które po prostu korzystają z iPhone’a, czy po prostu mają maca, bo słyszały, że długo trzyma na baterii, to takie osoby potrzebują tej edukacji u podstaw takiej właśnie sklepowej, w sensie nie edukacji, którą sobie mogą kupić w zamkniętych klubach w internecie, czy szkoleniach sprzedawanych po tysiące złotych, tylko potrzebują mieć miejsce, gdzie mogą na konkretną godzinę pójść i posłuchać wykładu lub wziąć udział we warsztacie z Garage Band. Albo z tego, jak działa iCloud, jak się te pliki synchronizują pomiędzy notatkami, wiadomościami czy plikami i dlaczego warto włączyć chmurę rodzinną. Albo, co to jest Apple One? Nie czytać na stronie internetowej, tylko móc kogoś zapytać, pójść i zobaczyć w realu, jak to skonfigurować, a umówmy się, no sprzedawcy APR-ów bardzo rzadko mają czas, żeby z kimś siedzieć, oczywiście są wyjątki, ale żeby z kimś siedzieć no godzinę na przykład i mu tłumaczyć, nie? Także no tego mi w Polsce, jeżeli chodzi w ogóle o Apple i taki aspekt edukacyjny, ze względu na to, że no nie mamy oficjalnie salonu, brakuje zdecydowanie.
[MATEUSZ] Tak, tak. Myślę, że to dotyczy wielu branż, gdzie przede wszystkim liczy się sprzedaż. Natomiast później edukacja, co można z danym urządzeniem zrobić, już bez względu na to, czy to będzie Apple, czy każdy inny producent. Apple wykorzystuje tu bardzo duży potencjał, jaki jest w edukowaniu swoich klientów, swoich użytkowników, swoich produktów. I dzięki temu tworzy się pewna więź, bo bardziej rozumiesz produkt, bo doceniasz to, że producent pomyślał o tym, żeby pokazać Ci, co jeszcze można zrobić i masz gdzieś z tyłu głowy, że za tym stoi nie tylko kolejny rok produkcyjny i po prostu potem lecimy dalej i zmieniamy koncepcję. Ta konsekwencja też mi się podoba, jeśli chodzi o tego producenta.
Oczywiście pojęcie konsekwencji w przypadku Apple jest dość kontrowersyjne i myślę, że się znajdzie sporo osób, które by powiedziały, co ten gość gada. Natomiast jak sobie jednak wezmę to wszystko razem. Ja mogę powiedzieć, że gdzieś na to Apple można liczyć. To, że ja mogę skorzystać z zegarka, który ma już ładnych parę lat i jeszcze dostaje nowy sposób interakcji, nawet jeśli on łamie wszystkie dotychczasowe zasady i na początku człowiek się wkurza, że te gesty wyglądają inaczej, ale masz poczucie zaopiekowania w pewien sposób, a ludzie lubią być zaopiekowani, lubią zapytać się, co kupić, skorzystać z czyjegoś doświadczenia i lubią, wbrew pozorom, mimo że my jako naród jawimy się jako ludzie, którzy nie są ufni. Raczej jesteśmy tacy, że troszkę szukamy zawsze tego drugiego dna, ale ogólnie szukamy ludzi, którym możemy zaufać i w którym możemy zadać pytanie. I na bazie ich odpowiedzi podjąć decyzję, czy coś kupić, czy gdzieś pojechać, gdzie dobrze zjeść, gdzie wypić dobrą kawę.
[KRZYSZTOF] My szukamy takich rzeczy. To prawda. Powiedz mi to, ja teraz zadam Tobie takie pytanie, jedno z tych właśnie. Mateusz, a jak Ty korzystasz z tego ekosystemu na co dzień? W sensie nie pytam tutaj o szczegóły oczywiście, jaka automatyzacja masz, czy tak dalej. Czy ty czujesz, że jakby wybór właśnie tego, że jesteś w ekosystemie z Cupertino, w ekosystemie Apple zmienił jakoś twoją codzienność, twoją pracę, twórczość teraz, tak? Czy nie wiem, odkreślasz siebie jako power usera, czy zupełnie casual usera, jakby jak to jest? Zawsze mnie to ciekawi, bo każdy tu ma inną odpowiedź, nie?
[MATEUSZ] Bo każdy ma inną definicję tego power usera. I pokora każdy mi powiedzieć, że nie jestem power userem. Ale jeśli się zastanowię nad tym głębiej, to mimo wszystko dążę do tego, żeby wykorzystywać możliwości, jakie daje mi interakcja między szczególnymi produktami. Choćby teraz, nie wiem, mam na przykład teraz mam trzy ekrany odpalone.
Korzystam z MacBooka, mam jeszcze dodatkowy monitor zewnętrzny plus iPada Pro, którego mam podpiętego z boku bezprzewodowo jako trzeci ekran. I bardzo to doceniam, tę funkcję, ale tych przykładów mógłbym podawać dużo. Teraz na przykład mam u siebie Samsunga S24 Ultra i będę zgłębiał tajniki Androida na nowo. Troszkę będę wchodził do starej rzeki. Ale już widzę, że troszkę jak dziecko we mgle, powiem szczerze, bo już te ścieżki mam przetarte, jeśli chodzi o komunikację ze słuchawkami, jeśli chodzi o komunikację z Apple TV pomiędzy telefonem, które też się niedawno pojawiła jako ostatnia. Nawet słuchałem Ciebie w jakimś niedawnym podcaście i polecałeś Apple TV jako urządzenie, które jeśli nie ma się pomysłu, co komuś kupić, a wiemy, że korzysta z tego ekosystemu Apple, to, że to może być dobry pomysł. I ja powiem szczerze, to była taka rzecz, na którą zawsze szkoda mi było pieniędzy, bo gdzieś zawsze coś było innego. W zeszłym roku się zdecydowałem na zakup i miałem powiedzieć, jaka jest największa wartość w ostatnich tygodniach, jaką zrobiło mi Apple TV, to była możliwość spędzenia wspólnie świąt z moją rodziną, która nie mieszka daleko ode mnie. Ale akurat sytuacja tak, życie tak pokierowało, że musieliśmy pozostać w domu z moją żoną, bo ona musi teraz prowadzić taki bardziej stacjonarny tryb życia i połączyliśmy się z moimi rodzicami, którzy korzystają, moja mama korzysta z iPhone’a, którego jej przekazałem i dzięki temu, że to Apple TV się pojawiło, to po prostu rzuciliśmy obraz na telewizor i to było kompletnie inne doświadczenie, jeśli chodzi o komunikację i taką wideo, bo wreszcie pojawił się duży obraz. Siedzieliśmy, korzystaliśmy z tego. Nie wiem, chyba z dwie i pół godziny byliśmy na tym FaceTime, gdzie oni byli na telewizorze wyświetleni i kamera też za nami, za mną podążała akurat, bo działo się to przy pomocy kamery z iPhone’a, który był połączony z Apple TV. I wiesz, ta możliwość podążania kamery za mówcą.
Raz to byłem ja, raz to była moja żona. Moi rodzice się zainteresowali, mimo że oni nie interesują się jakąś tą technologią. Oni ją przyjmują trochę, trochę ja ich wrzucam w pewne ramy, więc oni się temu poddają, ufają mi pod tym kątem. Ale ja zobaczyłem u nich też fascynację tym, że można rozmawiać w taki swobodny sposób, bo oni później też zobaczyli, jak to działa u mnie, będąc za to nas odwiedzili i my mogliśmy na telewizorze rozmawiać z kimś po drugiej stronie i Apple TV naprawdę zrobiło fenomenalną robotę. Także ja doceniam bardzo ten ekosystem, doceniam, tu widzę tę konsekwencję właśnie, że te pieniądze, które raz się wydało, które nie są małe, a z perspektywy polskiego użytkownika, który bardzo patrzy na cenę, to one zawsze gdzieś tam są większe te pieniądze w naszym odczuciu. To naprawdę ja tu dostaję taki namacalny dowód na to, że siedzi ktoś nad tym w biurze w Cupertino i zastanawia się jak łączyć te urządzenia ze sobą, żeby one faktycznie wyciągać ich potencjał. W ramach tego wydawałoby się dość zamkniętego ekosystemu, ale tworzą nowe ścieżki, nowe formy interakcji, które są dość naturalne dla nas.
[KRZYSZTOF] Tak, to prawda. I tak sobie myślę o tym Apple TV, że rzeczywiście to jest bardzo taki produkt, który dla wielu stanowi taki aha moment, bo zakup jego oczywiście, ponieważ z tym się też wiąże platforma Apple TV+. Ja w 312. odcinku opowiadałem o tym, jak to wygląda po pięciu latach od jej premiery i powiem szczerze, że dalej jak ludziom opowiadam, że mają Apple One, w ramach tego pakietu Apple One mają jakby platformę z grami, mają platformę VOD, czyli właśnie Apple TV+, wspomniane, mają iCloud i parę innych usług, Apple Music, tak? To zaraz się ta dyskusja przenosi na inny poziom, z poziomu bardzo drogo na poziom, ale serio to jest wszystko w paczce, w sensie w jednej usłudze? Więc no właśnie, to jest to, że marketing Apple rośnie u nas nad Wisłą od kilku lat. Natomiast nadal jest jeszcze go za mało, żeby się przebić, mam wrażenie, do takiego zwykłego konsumenta, który naprawdę nie ma obowiązku wiedzieć tego, co my technologiczni myślimy.
[MATEUSZ] A propos tego stosunku ceny do jakości, o którym ty powiedziałeś też, czy do ilości usług, tak jak wspomniałeś o Apple One, mi przychodzi do głowy MacBook, moje w ogóle pierwsze zetknięcie z MacBookiem i dlaczego ten MacBook się u mnie pojawił. Wydaje mi się, że to jednak pojawienie się MacBooka było takim kamieniem milowym dla mnie, że faktycznie troszkę bardziej spiąłem ekosystem, że dla mnie jednak komputer jest tym sercem całego ekosystemu, jako to urządzenie o największych możliwościach. Chyba największych, tak mi się wydaje, bo jednak stawiam go wyżej w hierarchii niż iPhone’a. Ale jak kupiłem MacBooka, to nie był dla mnie taki naturalny wybór w tamtym momencie, w 2020 roku, kiedy powstał kanał Twoja Rzecz. Natomiast ja zacząłem sobie, no bo tak, odszedłem wtedy z pracy, wiedziałem, że muszę trochę optymalizować koszty i zacząłem zastanawiać się, jak nauczyć się montować. Bo nauczyłem się montować w 2020 roku, jeśli chodzi o filmy. Pierwszym filmem, który zmontowałem na Adobe Premiere na laptopie od Acer, z tego co pamiętam, moich teściów, był film z mojego ślubu. Ja dałem swojemu kuzynowi kamerkę GoPro, którą on się poruszał po prostu między nami. Powiedziałem, że masz pełną swobodę, ja może później coś z tego ulepię. I to był pierwszy film, który zmontowałem. To był właśnie film ślubny. Ale zobaczyłem słabości tego, że mam laptop za 5000 zł z dedykowaną grafiką. Nie było to coś najtańszego na tamte czasy. I ten montaż szedł mi topornie, jeśli chodzi o samą kulturę pracy.
Ale co najważniejsze, i to jest coś, co rzadko jest, wydaje mi się, poruszane w różnych rozmowach na temat tego, dlaczego ludzie wybierają MacBooki. Przynajmniej ci, którzy są twórcami wideo. Dla mnie to był ważny argument. Chodzi o koszty paradoksalnie. Dla mnie zakup MacBooka plus pakietu Final Cut, który jest wieczystą, po prostu przechodzi na twoją własność, to była dla mnie oczywista oszczędność w porównaniu ze światem Windowsa, czy nawet samego MacBooka. Mogę wykupić sobie Adobe Premiere i muszę co miesiąc płacić za to abonament. Nie jestem w stanie wykupić tego na jakiś dłuższy czas, tylko po prostu co miesiąc te opłaty muszą być uiszczane. I w ogólnym takim rozrachunku, jak sobie policzyłem, ile będzie mnie kosztować laptop na Windowsie, plus jeszcze pakiet Adobe, na którym się uczyłem montować, więc później musiałem się trochę nauczyć na Final Cut na nowo, chociaż one są do siebie bardzo podobne. Ale ja przez te 4 lata, kiedy kanał Twoja Rzecz Jest, zapłaciłem 1400 zł na początku za&nb

