#375 transkrypt – Zmiany w domowym studiu, czyli małe-wielkie kroki
Możesz pobrać transkrypcję w formacie .PDF.
[MUZYKA]
Tu Krzysztof Kołacz, a ty słuchasz właśnie podcastu, „Bo czemu nie?”. Usłyszysz w nim o technologiach, które nas otaczają i nas w tych technologiach zanurzonych. Sprawdzam, pytam i podpowiadam jak korzystać z nich tak, aby to one służyły nam, a nie my im.
W dzisiejszym odcinku podsumowuję zmiany w moim domowym studiu, a ten odcinek jest nie tylko o nowym biurku. Te zmiany bowiem, to coś znacznie szerszego.
Proszę, zostaw opinię na Apple Podcasts lub na Spotify. Twój głos ma znaczenie!
Zaczynamy.
[MUZYKA CICHNIE]
[KRZYSZTOF] Czołem Moi Drodzy! Z tej strony kłania się serdecznie Krzych Kołacz. Witam Was serdecznie w odcinku, na który wiem, że wielu z Was czekało, zwłaszcza że proces wprowadzania zmian w moim domowym studiu trwał od sierpnia 2024 roku aż do teraz. Zatem?
Po pierwsze pora na pełną recenzję nowego stanowiska pracy, które zbudowaliśmy wspólnie z marką Oakywood. Recenzję subiektywną w 100%, ale też na coś więcej. Dziś będzie o wpuszczaniu światła w przestrzeń, pozbywaniu się reliktów przeszłości i minimalizmie, do którego moje podeście zdecydowanie zmieniło się na przestrzeni ostatnich lat.
Przypominam, że wszelkie linki do materiałów, produktów, poprzednich odcinków, o których wspomnę w tym – znajdziecie w jego opisie oraz pod adresem https://boczemunie.pl/375/. Tam można także zapisać się na mój autorski newsletter, który wysyłam w każdą sobotę o poranku.
Zaczynamy!
Zacznę od tego, że jeżeli ktoś z Was jeszcze nie słuchał poprzednich odcinków – czyli 354. oraz 372., które dokumentowały właściwie wszystkie etapy transformacji tego mojego stanowiska pracy, to gorąco zachęcam aby je nadrobić.
Ci z Was, którzy słuchają mnie od dłuższego czasu, doskonale wiedzą, że jestem człowiekiem który nie tylko stara się intencjonalnie technologii używać, ale także zdecydowanie na bieżąco trzymać rękę na pulsie w kontekście tego, czy czasem nie zaczynam obrastać w niepotrzebne nawyki. Doskonale wyszło to na przełomie tego i poprzedniego roku, gdzie okazało się, iż systemowe Przypomnienia w połączeniu z Kalendarzem w zupełności zaspokajają 100% moim potrzeb w kontekście zarządzania czasem i zadaniami, a nawet mają spory margines zapasu funkcji, z których prawdopodobnie nigdy nie skorzystam. Opowiadałem o tym szczegółowo w 368. odcinku podcastu a i oszczędziłem kilkaset złotych na subskrypcji zewnętrznego narzędzia, z którego korzystałem od ponad 6 lat, a jak się okazało – co najmniej 2 lata za długo.
Dlatego od zawsze powtarzam, że robienie regularnych przeglądów tego, jak wygląda nasz setup – zarówno ten sprzętowy, jak cyfrowy, związany z oprogramowaniem, z którego korzystamy – jest szalenie istotne. Ja robię to 2 razy w roku, ale każdy ma inaczej. Ważne, aby intencjonalnie zadawać sobie pytanie: Z czego i po co korzystam? Czyli robić pauzę i mówić: OK, jest tak i tak, to teraz SPRAWDZAM, czy to wszystko nadal służy mnie. Tak właśnie – całkowicie intencjonalnie – podszedłem do tematu zmian w moim domowym studiu.
Po pierwsze od zawsze chciałem mieć drewniane biurko. I od zawsze wiedziałem, że jeśli spełnię to marzenie, to tylko z marką Oakywood. Dla mnie to takie Apple wśród stanowisk pracy, a opinie setek osób lubiących dobry design, jakość i dbałość o aspekt ekologiczny z całego świata potwierdzają to w ogromnie opinii o tej marce.
Po drugie wiedziałem, że z uwagi na samą rzemieślniczą produkcję trwającą kilka miesięcy, ten czas wykorzystam na sprawdzenie całego otoczenia domowego biura, aby przy okazji zmiany biurka, przyjrzeć się także jego najbliższej okolicy. I zrobić właśnie to SPRAWDZAM.
Po trzecie połączyłem to z kwestią przełomu 2024 i 2025 roku, robiąc solidny remanent w każdym z systemów przeze mnie używanych, czyli iOS, iPadOS, macOS a nawet watchOS i tvOS. Temu poświęcę osobny odcinek, który będzie aktualizacją nie tylko mojej Narzędziowni – do której link znajdziecie w opisie tego odcinka, gdzie podaję wszystkie aplikacje z których korzystam, ale także ekranów początkowych czy podejścia do trybów Focus. Ten proces trwa i będzie zakończony przed wakacjami na pewno. Także obiecuję równie szerokie, jak dzisiejsze omówienie tego aspekty cyfrowego.
Na dziś szybka rada: Zanim klikniesz „kup teraz” przy subskrypcji nowego narzędzia, zadaj sobie 3 pytania:
- Czy aktywnie szukałem/-am takiego rozwiązania, zanim trafiłem na promocję?
- Czy tych samych funkcji nie oferują narzędzia, których obecnie używam?
- Czy są sygnały świadczące o tym, że twórca aplikacji przetrwa na rynku?
I teraz tak, zaczniemy sobie od punktu drugiego, czyli wniosków z otoczenia, a dopiero potem omówię pełną konfigurację nowego biurka i tego, co się na nim znalazło.
Zatem jeżeli chodzi o główny wiosek, to brzmi on: Wpuść światło w przestrzeń i otwórz ją samą. Do tej pory, po lewej stronie ręcznie regulowanego biurka z IKEI miałem regał, który z jednej strony od lat odgradzał mój kąt od światła dziennego, czyniąc go bardziej przytulnym, ale z drugiej – co teraz po zmianach zrozumiałem – znacząco obniżał moje skupienie i kreatywność. W tym właśnie układzie.
Dlatego pierwsza zmiana, to otwarcie tej przestrzeni na dopływ światła z okna, który w żaden sposób nie powoduje refleksów na moim Studio Display; czego się obawiałem, za to w sposób znaczący zmienił ciemny kąt, w przytulną część pomieszczenia dedykowaną pracy.
Wniosek nr dwa brzmi: Nie jestem już osobą, która potrzebuje wydzielonego kąta z podpisem „Oto miejsce fana Apple, nie wchodzić, nie ruszać”, ale coraz bardziej potrzebuję synergii pomiędzy przestrzenią domową do zwykłego życia, a tą do pracy. Akcenty nadal są ważne, bo są moje, ale nie chcę z nimi przesadzać.
Dlatego np. zrezygnowałem z listwy LEDowej za biurkiem, która kojarzyła mi się z typowym, komputerowym setupem jakich pełno, na rzecz prostej lampki z drewnianymi nogami IKEA STORSEGEL i wielokolorowej żarówki dla systemu TRÅDFRI, którą postawiłem na ustawionym horyzontalnie, a nie jak dawniej wertykalnie regle po lewej stronie nowego biurka. Nadal mogę regulować HomeKitem kolory oświetlenia, ale zwykła lampka to – lampka, a nie gadżet kojarzący się z gamingiem, który jest mi tak daleki, jak Nowa Zelandia i zupełnie nie mój… Lampce bliżej do duńskiego Hygge, które kocham i którym żyję.
Pozbyłem się także niepotrzebnej listwy HomeKit od marki Koogeek, która po prostu miała już problemy z łącznością od dłuższego czasu i nie otrzymywała bieżących aktualizacji od producenta. Przy tej okazji zrezygnowałem także z ładowarki obok łóżka, aby nie mieć telefonu w zasięgu wzroku (lepsza higiena zamknięcia dnia), a to znowu sprawiło że z 4 wykorzystywanych w owej listwie gniazdek, korzystam z dwóch. W ścianie. 🙂 Tam mam wpiętą nocną lampkę na HomeKit i ładowarkę od Oakywood dla Apple Watcha. Telefon zawsze na noc mam naładowany, bo w ciągu dnia jest na stacji dokującej w biurze, a jak nie mam to ładuję go w biurze. Budzika używam rzadko, a jak już używam to w zegarku, z którym zacząłem spać. Tak, to kolejna zmiana, ale o niej w innym odcinku.
Przy tym wniosku wspomnę także o jednej, widocznej m.in. na instagramowej rolce promującej ten odcinek lub na YouTubie zmianie bezpośrednio na biurku, a mianowicie rezygnacji z wielkiego, gamingowego ramienia na mikrofon na rzecz – niewielkiego stojaczka. To małe ramię Elgato WAVE DESK STAND, jest najtańszym od Elgato i zastąpiło dotychczasowe odgórne, najdroższe MIC ARM też od nich. I to był strzał w dziesiątkę!
Po pierwsze dlatego, że kadr w absolutnie każdym możliwym ustawieniu przy połączeniach wideo wygląda lepiej, gdy mikrofon stoi bezpośrednio na blacie blisko mnie niż jak zwisa od góry i zasłania pół ekranu. Po drugie, kurcze – nie nagrywam non stop, a gdy tego nie robię, niewielkie ramie zajmuje jakieś 30% przestrzeni dotychczasowego wielkoluda. I znowu – wpuszcza więcej humanizmu i zwykłego życia do stanowiska pracy.
Trzeci wniosek dotyczy w końcu pozbycia się części zestawów LEGO masy reliktów przeszłości – smyczy z konferencji technologicznych, małych upominków i pamiątek, pierdół które tylko zagracają przestrzeń. Nie mówię, że pozbyłem się wszystkich, ale te które zostały przynajmniej coś konkretnego dla mnie znaczą. Absolutnie każda z nich. A wszystko inne odeszło w niepamięć. To także otworzyło przestrzeń pozwala się zdecydowanie mocniej skupić na pracy, czując przy tym jej lekkość. To są małe gesty, małe decyzje, ale Moi Drodzy mające ogromne znaczenie dla dobrostanu nas samych. Tak w pracy, jak i poza nią.
Postawiłem także na dodatki o bardzo cielistych, kamiennych odcieniach, wymieniając niektóre materiałowe szuflady, matę na biurko czy inne drobne akcenty. Po co? Bo im mniej krzykliwe, tym okazało się, że pracuje mi się z nimi lepiej. Lżej. Oczywiście to specyfika mojej osoby, charakteru i upodobań i każdy ma tutaj inaczej, ale zachęcam aby badać te swoje predyspozycje i wymagania i dążyć do ich nieustannego ulepszenia. Tylko znowu – nie w kierunku maksymalizacji, ale szukania tego, co dla Was wystarczające. U mnie sprawdziło się to świetnie.
No dobra, to przechodzimy do samego biurka i stanowiska jakie tworzy wespół z innymi elementami ekosystemu Oakywood.
Zatem, mam tutaj przed sobą:
- Biurko regulowane Pro – 120×70 cm, dębowy blat, zaokrąglony narożnik, okrągła fazka, białe nogi, bez kółek, przelotka okrągła na środku środek przy minimalnej jej odległości od tyłu blatu.
- Wsparte organizerem na kable pod biurko Tray, białym.
- Przy okazji organizacji przewodów, to także postawiłem na maksymalny minimalizm. W tym organizerze pod biurkiem (który jest zamykany i tak estetyczny, że serio mogłoby go produkować Apple, znajduje się najprostsza, biała listwa zasilająca z bezpiecznikami z IKEA , a od organizera do podłogi biegnie jeden, biały oplot kablowy, w którym znajdują się zamaskowane 3 przewody. Więc kiedy biurko automatycznie lub sterowane z aplikacji jeździ góra-dół, to widzę ruch tylko jednego, szerszego, białego, prawie niewidocznego przewodu, który kryje w sobie resztę. Namiary na markę tych oplotów zostawiam w opisie odcinka, bo sporo przetestowałem i kupiłem, zanim znalazłem idealny.
- Na nim stoi półka – Desk Shelf, oczywiście także dębowa.
- A pod nią moduł z dwoma małymi szufladkami Small modular drawer, dębowymi i białą ramą. Mówiłem już w odcinku 354., że te szuflady są absolutnie mistrzostwem świata, ponieważ idealnie pasują do pułki, a przy tym np pozwalają zamknąć w nich iPhone’a kiedy musimy się kupić.
- Mam także podwójny stojak na laptopa – Dual Laptop Dock – dębowy.
- Stojak MagSafe iPhone Stand – dębowy. Tutaj szkoda, że nie ma wykończenia białego.
- Stację dokującą Apple Watch Stand – dębową.
- Dębową, drewnianą rynienkę/tackę na pojedynczy ołówek – u mnie Apple Pencil, umiejscowioną frontalnie pod Apple Studio Display. Zostawiłem sobie na pamiątkę mój stary Apple Pencil 2. gen., ponieważ miałem go spersonalizowanego, z napisem BO CZEMU NIE?
- Stojak na słuchawki klasyczny – też szkoda, że nie ma z elementem białym jego. Dębowy.
- Felt&Cork Desk Mat – najlepsza mata na biurko, jaką w życiu miałem. W kolorze Kamiennej Szarości.
- Podkładki pod kubki z tego samego materiału i też w kolorze Kamiennej Szarości.
Krótko odniosę się także do samego procesu kompletowania tego montażu biurka.
- Po pierwsze produkcja w Oakywood (nawet takich prostych produktów jak te ładowarki MagSafe jest rzemieślnicza i trwa). Na pewno kilkanaście dni, a nawet tygodni. Ja na biurko czekałem od października do stycznia. Byłem informowany na każdym etapie co się dzieje z drewnem, jaki jest postęp prac, a przy końcu – gdy było ono już olejowane, dostałem wylewną instrukcję opisującą to, jak dba się o takie drewno.
- Bo musicie mieć świadomość, że kupując biurko za kilka tysięcy złotych (na pewno w cenie Maca), inwestujecie ten kapitał na długie lata, bo takie zadbane biurko sprzedacie z naprawdę niewielką stratą. Dla porównania biurko z IKEA za 900 zł, po 5 latach sprzedałem za 300 i to i tak był sukces. Tak więc to de facto strata kasy patrząc na ten aspekt, ale jasne – rozumiem, że niekażdy chce wydawać tyle pieniędzy na stanowisko pracy. Totalnie to rozumiem i sam dopiero zdecydowałem się na to rok temu.
- Kiedy biurko już do mnie dotarło, to było zabezpieczone w skrzynii, kartonie i eko piance. I bardzo ciężkie! Biurko z całym osprzętem i mechanizmami pod nim to prawie 70 kg wagi. Więcej niż ja… Miejsce to na uwadze i zadbajcie o pomoc we wniesieniu.
- Cały montaż jest mega intuicyjny i opisany krok po kroku. Tutaj, choć wyglądowo mówię Wam, że te produkty od Oakywood mogłoby projektować Apple, to już Apple na pewno nie zrobiłoby i nie dołączyło tak intuicyjnej instrukcji. Więc szanuję, choć miejsce na usprawnienia nadal jest i przekazałem ten feedback załodze Oakywood.
- Rekomenduję na pewno użycie elektrycznego wkrętaka, bo wierzcie mi, że nie chcecie dłonią i śrubokrętem wkręcać śrub w lity dąb. Niestety sama firma nie informuje o tym w instrukcji, co przekazałem im w ramach informacji zwrotnej i mam być to zmienione.
- Podobnie, jak brak informacji, że w pewne dwa, czarne kliny blokujące montaż nóg biurka, należy dosłownie z całej siły kopnąć, aby zaskoczyły na swoje miejsce i spełniały swoje zadanie. W instrukcji użyto obrazka z butem spod którego wychodzi napis CLICK. A powinien raczej napis „Walnij z całej siły!”.
- Jeżeli chodzi o jakość wykonania to jest – w mojej skromnej opinii – idealna. Serio, ciężko mi sobie wyobrazić coś, co jest bliższe definicji perfekcji.
Po pierwsze zaoblenia są tak cudnie wykonane, tak przyjemne w dotyku dzięki procesowi olejowania a nie lakierowania, że to ciężko opisać słowami. Ta faktura i piękny zapach dębu zdecydowanie wpływają na to, jakie odczucia towarzyszą nam podczas pracy.
Sterowanie odbywa się za pomocą prostego, minimalistycznego pilota, który jest częścią zestawu i ma swoje miejsce po prawej stronie blatu. Macie do niego aplikację, w której można ustawić kilka predefiniowanych wysokości biurka i potem łatwo – czy to z poziomu tej aplikacji na iOS czy dwukrotnie używając szybko przycisku w górę lub w dół, przełączać się między tymi wysokościami. Konfigurujecie to raz i zapominacie.
Na uwagę zasługują takie detale, jak chociażby magnetyczny korek przy przelotce w blacie. Perfekcja i jakość bliska Apple.
Pamiętacie, jak Steve Jobs, gdy wypuszczał na rynek Macintosha w 1984 r. Zadbał nawet o to, aby nazwiska osób, które nad nim pracowały umieścić wewnątrz obudowy? Tam nikt nie zagląda… Tak samo jak pod biurko, a jednak Oakywood zrobiło to samo i zamiast zostawić czarny zasilacz sterujący mechanizmem podwieszony pod spodem, albo kazać go trzymać klientowi na ziemi – zamaskowało go białą maskownicą z własnym logo, więc pod biurkiem nie widać ani jednego przewodu. Niesamowite i tak to powinno wyglądać zawsze, moim zdaniem. Ale ja w tym aspekcie jestem chorobliwie wymagający. Wręcz absurdalnie i zdaję sobie z tego sprawę.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że ponieważ cały proces rozłożyliśmy z Oakywood na etapy trwające po kilka miesięcy, w których za każdym razem przybywało coś nowego, pozwoliło mi to znaleźć właściwe odpowiedzi na to, jak czuję się z każdym kolejnym nowym produktem i w końcu jak finalnie i dlaczego chcę się czuć w studiu po zmianach. To jest o wiele lepsza, bardziej intencjonalna droga niż kupienie wszystkiego w jeden dzień, bo Krzysiek czy ktokolwiek inny to zachwalał. Nie róbcie tak, bo to musi być – WASZE miejsce na ziemi i WASZE domowe biuro, a nie Krzyśka. Przestrzegam i wiem, że załoga Oakywood zrobiłaby to samo.
Podsumowując – proces rozpoczęty nawet nie rok temu, a dwa lata temu od wymiany krzesła na produkt od ELZAP, który już milion razy polecałem, zakończył się pełnym sukcesem, za który upatruję poczucie ogromnej ulgi – towarzyszące mi każdego dnia w nowym miejscu. Myślę, że w tym roku pójdę za ciosem i coś mi mówi, że to ten rok, gdy stanę się jeszcze bardziej Basic niż Pro także w kontekście floty sprzętów od Apple, ale o tym – porozmawiamy gdy wszystkie elementy układanki, w swoim czasie wskoczą na odpowiednie miejsca.
Póki co przesiadam się na iPhone’a 16 Plus na kolejne kilka miesięcy po 16 Pro, nieustannie obserwuję i szukam przestrzeni. Tak w życiu, pracy i sporcie, jak i w byciu fanem technologii.
Na koniec dziękuję załodze Oakywood, małej-wielkiej firmy z Podhala, że mogliśmy tę drogę przejść w naszym rytmie, całkowicie zmieniając formę typowych współprac tego rodzaju. Mam nadzieję, że to pierwszy krok do innego podejścia w tej branży.
A do Was, Moi Drodzy, mam także prośbę – jeśli lubicie ten podcast lub chcesz zostawić mi informację zwrotną, oceń go w Apple podcast i na Spotify. Zostawcie komentarz, napisz recenzję. To naprawdę pomaga nam twórcom docierać do coraz szerszego grona odbiorców. Dziękuję!
[MUZYKA]
Raz jeszcze, na koniec, żeby nie umknęło. Przypominam, zostaw na Apple Podcasts lub na Spotify taką liczbę gwiazdek, jaką uznasz za stosowną.
Do usłyszenia w kolejnym odcinku, a za dziś bardzo dziękuję.
[MUZYKA CICHNIE – KONIEC ODCINKA]



































































